środa, 12 października 2016

jesienne ogniska

Jesienne ogniska na polach, jesienne piece. W jesienne weekendy zaciągnęło nas na wieś. W odwiedziny - do rodziny Maćka, i na Święto Michała do Hrubego.
Dotyk, węch, smak - miasto nam tego nie da. Chociaż z pewnością jest łatwiejsze, zwłaszcza w tych strugach deszczu, co już od tylu dni. Więc również na rozweselenie - trochę wiejskich obrazków.

Wrócić z lasu z pustymi rękami? To by było marnotrawstwo.
 











Gdy wszyscy siedzą za stołem, Ludwiczek na ganku, z kotkiem pod pachą pracowicie kaligrafuje. Zapał tego dziecka zadziwia nas. 
To było Zaryte i Ownia. To jeszcze wspomniany wcześniej Grzybów - wcześniejszy i słoneczniejszy.





To już nasz trzeci raz w Grzybowie, ale ciągle nie potrafimy się oderwać od innych atrakcji na czas, aby zdążyć upiec własne chlebki. Tym razem zostało dla nas tyle, dobre i to.







Jak zaczęłam tak i kończę. Szkoda, że tych weekendów, i tego czasu tak mało. Ale cóż, trzeba korzystać z tego co się ma. Czego sobie i Wam życzę!