wtorek, 20 września 2016

Jak szyłam kapę

Nie ma co odwlekać, zapowiedziałam, że kapę pokażę (a nawet dwie) - to proszę bardzo.

Motywacja: łóżko jest dziecku o wiele łatwiej pościelić i przykryć, gdy stosowna kapa jest odpowiednich rozmiarów i na tyle gruba, że się nie fałduje. Gdy nie trzeba jej odpowiednio składać do wymiaru i wciskać w szczeliny dla lepszego mocowania - bo to perfekcyjnie robi tylko mamusia...

To znaczy Ludwik radził sobie z tym zadaniem nawet nieźle: starannie podwijał nadmiarowe końce koca pod spód i układał porządnie na swoim łóżku (to muszą być rezultaty montesoriańskiego chowu przedszkolnego). Ale po co się ma dziecko męczyć - tym bardziej, że od dawien dawna zalegał mi w szufladzie kawał pięknego szwedzkiego materiału upolowanego na allegro, z przeznaczeniem na kapę właśnie.
Zrobiłam więc najprościej jak się da: kocyk przycięłam na wymiar - gruba, trochę sfilcowana wełna (ze szmateksu!) nie strzępi się, więc nie trzeba obszywać; a na niego naszyłam przyciętą szmatkę. Phi!
Jedyne utrudnienie, to konieczność dosztukowania łaty w miejscu, w którym trzyletni ongiś Ludwiczek ćwiczył sobie paluszki (nożyczkami). Nikt by nie zauważył gdzie, prawda?




Czy dobrze się spisuje? Ba.




Rozzuchwalona tym sukcesem (jeden wieczór!) wzięłam się dziarsko za kapę Hani. O, tu już wyzwanie było dużo większe. Przede wszystkim nie miałam już pod ręką żadnego porządnego, grubego wypełnienia. No ale przecież nie będę kupować, jak z szaf się wysypuje. Zatem wypełnienie do Hani szafy powstało metodą paczworkową, a składa się na nie: stara kołderka Ludwika, ochraniacz na łóżeczko, pikowana poszewka na poduszkę i złożony kilka razy fragment dotychczasowej kapy - to jedna warstwa, a druga to złożony w pół, drapiący, nielubiany wełniany koc. Takie mam zdjęcia w ferworze prac:



I tyle ze zdjęć w trakcie, zdecydowanie wolę fotografować efekt końcowy. Wspomnę tylko, że chyba trochę przesadziłam (kto, ja?) z tym wkładem, bo całość waży ładne parę kilo. Zszywanie tego to było jak ciężka praca, szczególnie po stronie, po której wymyśliłyśmy sobie z Hanią pomponiki. Te pomponiki, to było jedyne co musiałam dokupić (12 zł.), ale przyznacie, że zrobiły cały efekt:


Całość leży na łóżku i ani drgnie, a wieczorem/rano Hania bardzo sprawnie ją sobie zwija/rozwija. Czyli jest praktyczna.



Cała kapa nie jest przepikowana, tylko po bokach, a po środku jest przeszyta metodą, którą nazywa się chyba fachowo francuską, czyli takimi supełkami, widocznymi na powyższym zdjęciu jako różowe, wystające nitki. Niestety starczyło mi cierpliwości na niecałą połowę, druga poczeka na długie zimowe wieczory.

Ale najpierw uszyję prawdziwą paczwarkową narzutę, do salonu. Mam już nawet wykrojone kwadraciki, gdzieś tak od zeszłego roku. Czekam tylko, aż Jarecka z Deszczowego Domu opublikuje swój poradnik :-).
W końcu jakąś muszę zrobić profesjonalnie, a nie tak chałupniczo.

Żegnam się zdjęciem całości. I zagadką: ile jest łóżek na poniższym zdjęciu?


.
.
.
.
.
.
.
.
Prawidłowa odpowiedź: pięć! I przykrycie każdego wyszło spod moich rąk...

17 komentarzy:

  1. Piękne! Pomysł z pomponikami to strzał w dziesiątkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Najlepsze, że pojawił się już w trakcie prac - tuż przed samym zszyciem. Dobrze, że zdążył :-))

      Usuń
  2. Brawo, córeczko! Wspaniale, że możesz dokumentować swoje poczynania na blogu. Na szczęście moje dokonania na maszynie są utrwalone na wielu starych zdjęciach, a haftowane obrazki też czekają na swoją "drugą" młodość. Trochę żal, że mój zapał mocno osłabł... No, ale teraz kolej na moje zdolne córeczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, mi to szkoda, że się nic z tych pięknych szytych ubrań nie ostało... Ale hafty koniecznie trzeba będzie wykorzystać!

      Usuń
  3. Wow gratulacje ! Świetny efekt , obie piękne :) A pomponiki wyglądają cudnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne kapy. Pomysł z pomponikami całkowicie trafiony - popieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliczną macie tapetę.

      Usuń
    2. Dziękuję :-) I tapetę też bardzo lubię - chociaż taka wiosenna, w sumie jest przyjemna w każdej porze roku. I tak się składa, że ściana pod spodem była pomalowana w kolorze zielonym - jak skrzydełka ptaszków, i teraz wydarte dziury (np. na zdjęciu z pieskami - poduszkami) nie rzucają się tak w oczy :-))

      Usuń
  5. "Profesjonalnie z Jarecką" :)
    To oksymoron! :))))
    Podjęłam rękawicę i przez kilka godzin szyłam mini quilt w celach instruktażowych. Potrzebuję kolejnych kilku na zrobienie z tego instrukcji na bloga, uuuu, to może potrwać.
    Iza, Ty jesteś krejzolką. Musimy się poznać osobiście, myślę, że nam to pisane ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czarujesz:-))

      Czekam - na wszystko ;-) I jak to mówią w internetach "it's a match" :-))

      Usuń
  6. Super efekt :) i super zagadka, szczególnie, że dopiero po intensywnym wgapianiu się w zdjęcie załapałam, gdzie są wszystkie łóżka! Miłego dnia. M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, lalczyne ledwo, ledwo widać - ale już kołderkę na nim całkiem, całkiem :-)
      Pozdrowienia!

      Usuń
  7. Gratuluję pomysłowości w wykorzystywaniu tego, co się ma. Kapy cudniaste:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu, uwielbiam taki recycling. W końcu po coś się te wszystkie przydasie trzyma!
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  8. urzekła mnie zwłaszcza ta kapa dla Hani... śliczna! pomponiki dodają uroku!:) gdzie można je nabyć?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie :-) Pomponiki kupiłam w pasmanterii, są w różnych kolorach i rozmiarach :-))
      Aaa, i gratuluję serdecznie powiększenia rodziny!!! Pozdrowienia!

      Usuń
    2. A dziekuje bardzo,za gratulacje i info o pomponikach:-)

      Usuń