środa, 14 września 2016

gorący weekend: wizyta Ikea i...

... i w ogóle, dużo się działo. Ale nie ukrywajmy, cały poprzedni tydzień to minął mi głównie na nerwowych przygotowaniach do TEJ wizyty.
Może najpierw parę słów, jak właściwie do niej doszło: gdzieś tam na początku wakacji, przeglądając stronę Ikei zwróciłam uwagę na konkurs pt. Pokoje dla dzieci. Zdjęcia miałam, bo pokoje akurat w tym roku tutaj pokazywałam (Pokoje dla braci i sióstr), więc dodałam. Dziesięć zgłoszeń ma być nagrodzonych stuzłotowym bonem, to nie zaszkodzi spróbować.
Jakie było moje zaskoczenie, gdy na początku września odebrałam telefon, od pani fotograf jak się okazuje, która zaproponowała, że chciałaby u nas zrobić sesję do cyklu "Z wizytą u klubowiczów". Że co?!

No dobra, nie będę się tu krygować - ta oferta wydała mi się wielce nobilitująca. No bo zaraz, jak wiele znam osób, u których Ikea robiła zdjęcia?? Może nie jesteśmy mistrzami porządku, ładu, czystości i katalogowej perfekcji. Może i jest u nas ciasnawo, a i środki na urządzanie raczej należą do tych przeciętnych. Ale, ale, nasz dom jest piękny i ciekawy - i nawet profesjonalistka tak uważa!
Pełen samozachwyt, o który w moim przypadku nie trudno... Samozachwyt, bo jednak mimo tych wszystkich ograniczeń o których piszę, urządzanie domu to jeden z najbardziej pociągających mnie tematów. Małe wyznanie: parę lat prenumerowałam Elle Decoration, a na wyprzedażach najbardziej interesuje mnie dział: dom.
Czyli, podsumowując, ucieszyłam się. Najbardziej chyba na te zdjęcia i wiążącą się z nimi niespodziankę (jeszcze ciągle nie widziałam).

Przydługi wstęp, ale teraz rozumiecie motywację wstrząsu, jaki to wydarzenie wywołało w naszym domu. Rodzina początkowo zareagowała niedowierzaniem i umiarkowanym entuzjazmem. Który dość szybko przeszedł w stan: niech ta wizyta się już wreszcie odbędzie. Ile można słuchać panicznych okrzyków "TO zobaczą miliony Polaków!!!", czyli wystające zewsząd papiery, klocki, ubrania, gazety. Zaczęliśmy więc jak należy, od pośpiesznych porządków - zmierzyłam się w końcu z dziewczynkami z setką i ch pudełeczek, każde otrzymało etykietkę (próbka? proszę bardzo: wisiorki, bransoletki, koraliki do naprasowania, kredki woskowe, kredki pastelowe, kredki akwarelowe, ołówki, długopisy, mazaki, akcesoria do szycia, szablony, skarby,....) i trafiło na swoje miejsce, uff. Potem musiałam podjąć ciężką decyzję: czy pomalować ponownie podłogę w kuchni, czy może posegregować ponownie milion klocków lego, czy jednak uszyć kapy na łóżka Hani i Ludwika? Co byście wybrały...? Tak, trzecia opcja wydała się najbardziej pociągająca. I udało się, dzień przed maszyna została schowana, ślady uprzątnięte, a kapy na łóżkach. Poświęcę im osobny wpis, bo ten chciałabym jednak opublikować w tym tygodniu.

Plusów zatem całe mnóstwo, do mniej oczywistych zaliczam jeszcze wyszorowane przez dziewczynki ich białe łóżko, oraz odnaleziony prezent dla Maćka, walentynkowy (ekhm).


Wszystko to bardzo ciekawe powiecie, a co z samą wizytą? Zupełnie przeciwnie do przygotowań, czyli spokojnie i przemiło. Pani fotograf najpierw sobie z nami pogadała przy herbacie, cierpliwie wysłuchując rodzinnych dykteryjek. Potem nam robiła portrety rodzinne. W trzech miejscach (kanapa, balkon, fotel) i to dopiero była gratka. Dzieci cierpliwe jak złoto, na powtarzanych mnóstwo razy ujęciach siedzą i się uśmiechają! Mówię Wam, już choćby dla tego było warto. I jak to przyjemnie, gdy to nie ja musiałam się gimnastykować przy aparacie i zachęcać. To wszystko razem zajęło ze dwie godziny, a potem były już zdjęcia wnętrz, z dzieciakami głównie. My z Maćkiem siedzieliśmy w kuchni i trochę się nudziliśmy, czasem troszkę tylko podglądając.


Fajnie tak było. Ale jeszcze przed końcem musieliśmy wyjechać z prowizorycznym obiadem (niezawodny makaron), żeby płynnie przejść do kolejnego tego dnia wydarzenia, czyli biegu Color Run.

***

Bilety kupiłam jeszcze w czerwcu, pamiętając frajdę dziewczyn z poprzedniego razu. 
Nie można było odpuścić.



Ja niestety akurat nie mogłam pobiec, więc przekazałam koszulkę przyjaciółce Róży. I trochę im zazdrościłam, fajny jest ten bieg.





***

Na drugi dzień, po doszorowaniu dziewczynek całkowita zmiana dekoracji: komunijna sukienka, wianuszek - wszystko szykowane w pewnym pośpiechu, żeby zdążyć na poranną mszę, na której byliśmy świadkami udzielenia trzech sakramentów pewnemu starszemu panu (chrzest, bierzmowanie i komunia). Hania zgłosiła się do asysty, za co jestem jej wdzięczna, bo to było niezwykłe przeżycie.


Później miałam świetną okazję, żeby na spokojnie porobić Hani zdjęć, bo przy jej Komunii jakoś ciągle nie było kiedy.








Mamy wreszcie na Siekierkach kawiarnię z prawdziwego zdarzenia: Sorelle

To taka mała próbka. Bo to jeszcze nie koniec!

***

Po obiedzie jeszcze jedno wydarzenie, na którym nie mogło nas zabraknąć: Święto Siekierek, już piąte!
Oprócz tradycyjnych atrakcji, takich, czy owych...



... jest też zawsze Kulturalna Wyprzedaż Garażowa. W tym roku zakończona dużym sukcesem: wielka torba niechcianych, nieczytanych, takich tam książek (żegnaj Franklinie, nie będę raczej tęsknić) zamieniona na całe 120 zł. O tak.


A wieczorem, kameralna orkiestra. Co to się działo...




I tak to tańcowaliśmy w ten weekend. I wierzcie mi lub nie, ale tematów nie wyczerpałam. A tu już następny weekend za pasem...?!


24 komentarze:

  1. Ależ u Was się dzieje! Lubię takie dni wypełnione po brzegi :)

    W ogóle to fajnie Was tutaj znowu widzieć :) Lubię tę Waszą rodzinną codzienność.

    OdpowiedzUsuń
  2. Eva, ja też 😀 I bardzo fajnie widzieć tu Ciebie, dziękuję za miłe słowa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam zadyszkę! Trzeba było zaprosić nas na tę wyprzedaż, my lubimy Frankliny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisuję sobie i na przyszły rok na pewno zaproszę!

      A Frankliny były w bardzo okazyjnej cenie: za 1 zł i drugi gratis (?!). Jeden został: "Franklin mówi kocham Cię" - przechować Ci? :-))

      Usuń
  4. Ile przeżyć :)
    Być docenionym przez profesjonalistów to jest coś. Gratulacje :)
    Zdjęcia Córy w wianuszku śliczne, cudna dziewczynka i wyszła pięknie.
    Szkoda, że u nas nie ma takich wyprzedaży. Oj zarobiłoby się na książkach ;) A tak oddajemy do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło mi ogromnie że się podobało. I na przyszły rok Ciebie też zaproszę, a co. Siekierczanie są bardzo gościnni :-))

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow!!! przeczytałam jednym tchem niczym wciągającą powieść :) lubię do Was zaglądać, pozdrawiam :) Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za komplement..! Dziękuję, cieszę się że Ci się podobało :-))

      Usuń
  7. Miła niespodzianka, mogę czytać i wstawiać komentarze!
    Jak zwykle zaskoczenie ilością wydarzeń. Że też Wam na wszystko starcza czasu! Cieszy mnie bardzo Twoja, Izuniu, znajomość z Ikeą, nie tak całkiem bezinteresownie - może i ja na tym skorzystam?... No a najbardziej spodobał mi się Wasz taniec - wzruszający akcent 16-tej rocznicy, choć pan młody w dosyć przykrótkich spodniach... Dzieciaki jak zawsze fotogeniczne, no a Haneczka przeszła samą siebie, oby ten kierunek dojrzewania i rozwoju trwał!

    Całuję Was wszystkich, pozdrawiam i do usłyszenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, bez Twoich komentarzy, to by nie było to :-))

      Dziękujemy za podsumowanie, choć panu domu może niezbyt przypadło do gustu ;-)

      A co do Ikei, to czas przecierać własne szlaki :-) Byle zdrowia dopisało, czego mocno życzymy!
      Całusy!

      Usuń
    2. Dziękuję, trudno wyleczyć to kolano... A znając poczucie humoru Maćka, na pewno się nie obraził!

      Usuń
  8. Ale szał! Nie mogę się doczekać tych Ikeowskich zdjęć!!! ( ja i miliony Polaków ) :))

    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nazywam się milion, bo za miliony kocham i cierpię katusze"! (A. Mickiewicz, Dziady)
      I czekam na zdjęcia Gromatki w ikeowskiej gazetce!

      Usuń
    2. To jeszcze trochę poczekacie, bo to zanim obróbka, zanim wybiorą, zanim materiał napiszą. Z mojej strony zapewniam, że nie omieszkam się pochwalić :-/

      ps A z tymi milionami, to mają być żarty, czy złośliwości? ;-)

      Usuń
  9. O,rety!Jaka intensywność wydarzeń!Równowagę zachowujecie tylko będąc w ruchu, czyż nie��
    Wspaniała z Was rodzina!Podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, już nie raz pisałam, że u nas to taka sinusoida. Teraz na przykład zrobiliśmy sobie kompletną labę i leczymy katary bawiąc się spokojnie w domu (dlatego dopiero dziś odpisuję na komentarze...).

      Bardzo dziękujemy za miłe słowa i serdecznie pozdrawiamy!

      Usuń
  10. wow ale intensywnie :) Super rodzinka . Ciekawa jestem kolejnych tematów/nowości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że pozostał niedosyt :-)) Cdn :-)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Dzięki, fajnie Asiu że zaglądasz :-))

      Usuń
  12. Oj rzeczywiście na bogato u Was. I domowo, i rodzinnie, i światowo.
    Hania wygląda uroczo. I Wy w tańcu....
    Cierpliwie czekam na fotorelacje w biuletynie IKEA i na Twój post o na rzutach, których jestem bardzo ciekawa :-)
    Pozdrawiam czworokątnie ' Joanna

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj rzeczywiście na bogato u Was. I domowo, i rodzinnie, i światowo.
    Hania wygląda uroczo. I Wy w tańcu....
    Cierpliwie czekam na fotorelacje w biuletynie IKEA i na Twój post o na rzutach, których jestem bardzo ciekawa :-)
    Pozdrawiam czworokątnie ' Joanna

    OdpowiedzUsuń
  14. rzeczywiście , na brak atrakcji, wrażeń nie możecie narzekać ... :)

    OdpowiedzUsuń