środa, 11 maja 2016

weekendy majowe

Maj miesiącem weekendów. Nie na darmo zaczyna się długim weekendem, potem jest tylko lepiej, piękniej, coraz bliżej lata.

Maj miesiącem bez samochodu. Nie może być lepszego czasu na awarię samochodu - na rowerze jeździ się po Warszawie wspaniale.
Daliśmy z Maćkiem radę nawet z sobotnimi zakupami na cały tydzień dla 6-osobowej rodziny. ba, fajna była ta wyprawa. Maćkowi nie przeszkadza objuczenie godne indyjskiego rikszarza, szczególnie gdy wiąże się z oszczędnościami. A ja elegancko, z miętą w koszyczku (nie martwcie się, to nie jest moja pełna wizja wykarmienia 6-osobowej rodziny), nic tylko zdjęcia robić. Szkoda, że mój rikszarz nie miał jak złapać aparatu.

Udał się nam nawet wyjazd majowy, klasycznie na grilla, do Cioci Doroty. Wyjazd na Kretę otworzył mi horyzonty - w obliczu niespodziewanej awarii olśniło mnie, że przecież samochód można wypożyczyć. Okazało się, że wypożyczalnię mamy parę(set) metrów od domu.

Krótka była ta wyprawa, bo i pogoda taka sobie, i samochód trzeba oddać. I Maciek nową pracę rozpoczął, porządnie, 2-go maja. A, i jeszcze Róży z nami nie było, pojechała z przyjaciółką (?!).
Zatem 2-go maja podjęłam ryzykowną próbę wyjazdu na rowerach do Ogrodu Botanicznego, z Hanią, Ignacym ... i Ludwikiem, 15 km w jedną stronę.
Jeszcze do Wilanowa jakoś dotarliśmy (McDonalds, brr). A potem blokada. Ignacy chce jechać dalej, Hania i Lulek stanowczo nie. Porzuciłam więc rowery i pojechaliśmy autobusem. Tylko biedny Ignacy sam. Za to wracał z Maćkiem, który bohatersko po pracy do nas dołączył, na rowerze oczywiście. Zaraz, dlaczego nie ma tu jeszcze żadnego zdjęcia?






Słodkie dzieci. No właśnie, dawno tu nie było Ignacego, który nie wiedzieć kiedy zdążył przerosnąć mnie o pół głowy. Jak to możliwe?!


Gdzie moje małe dzieci? A, tutaj.


Gdy brak usłużnej siostry trzeba sobie radzić samemu.

Gadżety, gadżety, z nowej pracy gadżety, komu, komu?
Z tatą wraca się przyjemniej. Tu już na naszych pięknych Siekierkach.


***
Tu w zasadzie powinnam zakończyć. Ale muszę jeszcze wspomnieć o pięknych warsztatach, na których byliśmy w tę niedzielę.
Warsztaty w Zachęcie, w ramach wystawy "Tu czytam".
Najpierw słówko wyjaśnienia. Trochę się już w swoim życiu na różne warsztaty z dziećmi nachodziłam. Mam tu na myśli Ignacego i Różę. Myślę, że były nawet czasy, gdy nie było tygodnia bez wyjścia a to na wystawę, a to do teatru; nie było żadnego ale. Ale teraz? Raz, że sama mam już trochę dość - tłoku, zamkniętej przestrzeni, żonglowania kredkami w niewygodnej pozycji. A dwa, że na jakąkolwiek propozycję Ignacy i Róża reagują solidarnym 'NIEEE'. I jakie wzorce mają Hania i Ludwik? Myślicie, że łatwo ich namówić, szczególnie gdy Maciek (również nie wiedzieć czemu reagujący alergicznie na takie pomysły) wyjeżdża od razu z ofertą wzięcia dzieci na pizzę, byle tego uniknąć...?

Ale czasem jestem nieugięta. I od razu to wyczuwają. Bardzo się cieszę, że tym razem postawiłam na swoim. Jeśli czegoś mnie te wszystkie moje doświadczenia ze spotkaniami nauczyły, to tego, że zawsze warto stanąć na głowie, gdy warsztaty prowadzi autor. Jakie to są ciekawe osobowości!
Iwona Chmielewska.
Znana chyba każdemu czytelnikowi książek dziecięcych. Żeby zapisać nas na niedzielę wysłałam maila raniutko w poniedziałek. Jak cudownie był to spędzony czas.
Pani Iwona opowiadała i prezentowała nam o książkę, którą napisała (i zrobiła) pod wpływem zachwytu nad wiekowymi nićmi nawiniętymi na stary kartonik, znalezionymi w szmateksie. Pokochałam.
Były też oryginały innej książki - 'Kieszonki', z wyhaftowanymi obrazkami ("-Pani sama to wszystko robi?" niekłamane zdziwienie w głosie jakiegoś nerwowego tatusia). I pudełeczka ze skarbami. I dedykacje, jak wyczarowane.
Ale najważniejsza była możliwość posłuchania tych spokojnych opowieści, cierpliwych zachwytów nad naszymi, tworzonymi narzędziami Pani Iwony, dziełami. Na koniec jedna z dziewczynek spontanicznie się przytuliła i wyznała "Bardzo Panią polubiłam". Mam podobne odczucia, i Hania z Lulkiem też!





Zdjęcie Organizatora (Zachęta).

I tu zakończę. Bo choć wiele jeszcze rzeczy pominęłam, to jednak i tak najbardziej żyję tym nadchodzącym weekendem.
To już ostatnia prosta przygotowań!


11 komentarzy:

  1. No wreszcie się doczekałam wpisu o przygotowaniach do Komunii! Myślałam, że padasz w stresie na nos, a tu proszę, warsztaty! Ciekawie i ambitnie, jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że niedziela jest rozpisana po minucie, bo to dla mnie ważne, żeby się nie śpieszyć, lecz celebrować. Muszę się niestety przyznać do czegoś... W sobotę wieczorem jest finał Eurowizji, który chcę obejrzeć, a Wy pewnie nadal nie kupiliście telewizora? A może jakaś sąsiadka, miłośniczka Michała Szpaka?... A może jakaś kawiarnia, tak jak Ty słuchałaś i oglądałaś Chopina? Podkreślam, że Komunia Haneczki jest dla mnie najważniejsza, zamierzam ją z Wami celebrować i przeżywać jak najgłębiej! Tak więc, do zobaczenia w sobotę wieczorem ( W-wa Centralna 20.35).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężka sprawa... :-)
      Mam nadzieję, że doświadczenie nabyte na czterech chrzcinach i dwóch komuniach zaprocentuje ;-)

      Usuń
  2. Haneczka, ale butki masz?:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, a jednak.
      Już się bałam, że nie zapytasz i przegram zakład (z samą sobą) ;-))

      Usuń
  3. Może jakaś wypożyczalnia telewizorów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-))
      Nie martw się, na pewno coś wymyślimy.

      Usuń
    2. Zaprosiłabym do siebie, ale jak raz jesteśmy poza domem :/

      Usuń
    3. Ech, przecież telewizor i antena wciąż leżą osobno!

      Iza, trzymaj się w ten weekend i pomyśl: Ty będziesz już miała to za sobą, gdy u nas, za tydzień... :)

      Usuń
  4. ostatnie zdjęcie jest tak magnetyzujące, że wracam, wracam i sama nie wiem czemu, ale ma w sobie to coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Kiedyś, kiedyś, tak mniej więcej wyobrażałam sobie 'posiadanie' dzieci: że posadzę sobie uroczą dziewczynkę na stole, wśród kwitnących jabłoni :-))
      Może masz podobne marzenia ;-)

      Usuń
  5. Miałam napisać coś na temat wpisu i Waszego intensywnego (a to dopiero połowa) maja, ale... nurtuje mnie kwestia finału Eurowizji :D I co zrobiliście? Udało się oglądać? ;)

    OdpowiedzUsuń