piątek, 20 maja 2016

Pierwsza Komunia Hani



Pierwsza Komunia. Waga tej uroczystości nie do przecenienia. Comiesięczne spotkania od września, nauka modlitw, wreszcie egzamin. A potem próby, szykowanie oprawy, pierwsza spowiedź, goście. Tak sobie myślę, że nie ma chyba intensywniej przygotowywanego i przeżywanego wydarzenia.
Niezwykle piękna uroczystość. Właściwie ciągle jesteśmy w trakcie, bo Biały Tydzień. To wszystko tak cieszy, chociaż wplecione mocno w codzienność, tysiąc drobiazgów i obowiązków.

Jak to jest wyprawiać trzecią Komunię? Wbrew pozorom, daleka jestem od rutyny. Każde z tych wielkich świąt jakoś zupełnie inaczej przebiegało - tak jak bardzo różnią się między sobą te nasze dzieci, każde w innym szpitalu urodzone i w innym kościele ochrzczone (no dobra, prawie każde - dwójka była w tym samym...).

Więc jak było tym razem? Trochę przesadnie, oczywiście. Zbyt wiele marynarek w szafie - trzy trzeba oddać, jedna zostaje (beżowa, różowa, zielona, czy czerwień strażacka? oto pytania nurtujące mnie przed Komunią; sama kręcę nad sobą głową z politowaniem) i zbyt wiele bzowych, konwaliowych i innych bukietów. Ale czy może być za dużo bukietów?




Na zdjęciu powyżej, goście którzy pierwsi wstali zostali powitani nie tylko kwiatami, ale i koktajlami. Zwykły, ręczny blender i tyle pyszności. Jednego trochę zostało, ciekawe czy zgadniecie którego...?


Goście wstali, czyli musieli przyjechać dzień wcześniej. Na tyle późno, że mogłam nawet z nudów robić zdjęcia. A jak już przybyli z trzech stron świata, to posiedzieliśmy trochę do zbyt późna, z finałem Eurowizji gdzieś tam w tle (internet!)...


Dzień wcześniej zrobiłam też wianuszek. To naprawdę nie jest trudne, a bardzo przyjemne. Zajęło mi niecałe dwie godziny.


No dobrze, a gdzie bohaterka dnia? Niestety nie dałam rady zrobić zbyt wielu zdjęć Hani, bo trochę się zasiedzieliśmy przy śniadaniu. No ale przyznacie, że śniadanie w takim gronie, to poza wielką radością, również pewne wyzwanie.



Te wszystkie drobiazgi, o których trzeba pamiętać. Maciek skupiony przede wszystkim na przygotowaniu błyskotliwych podziękowań dla proboszcza. Ja mam tylko z wdziękiem wręczać kwiaty. Jedne z tych ze zdjęcia poniżej - Maciek wciąż uczy się swojego przemówienia. Zrobił furorę, oczywiście.


Hania ledwo zdążyła na grupowe zdjęcie, no ale się udało.




Reszta zdjęć w rękach fotografów (i Wujka Grześka). Tu jeszcze tylko parę po mszy.

Baloniki to był mój pomysł. Maciek jechał po nie w komunijny poranek. W sumie zbytnia ostrożność, bo ten jeden co się ostał, lata jeszcze do dziś, a ja się bałam, że szybko klapną.





I jeszcze tylko słówko o obiedzie. Tym razem wybraliśmy tzw. restaurację slow-foodową (magiel cafe). Chyba było zdecydowanie zbyt 'slow'. Wychodzili jednak wszyscy zadowoleni. Tylko Lulek wieczorem kategorycznie zażądał, aby jego komunię wyprawić w... McDonaldzie (mam ochotę skasować to zdanie, ale cóż, takie życie...!).


Kiedy wreszcie dadzą zupę?!





Dziś przed nami ostatnie wyjście z Hanią w jej białej sukni. Słońce nareszcie przyświeca, może uda mi się jakaś mała sesja. Pięknego weekendu życzę!

6 komentarzy:

  1. Uśmiecham się i uśmiecham :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem co Cię tak rozbawiło :-))

      Usuń
  2. No, córcia, jak zwykle pięknie opisane i sfotografowane wspomnienie... Było wspaniale, intensywnie i ...niezwykle! Cieszę się, że udało mi się wziąć udział w Komunii Hani, żałuję bardzo, że nie mógł przybyć dziadek Jurek, któremu najbardziej należało się to Święto... Na szczęście dziadek spędza z Wami wiele chwil, choć zazwyczaj tych zwykłych, codziennych. I dzięki mu za to! Ja już dziś w domu, więc mogę sobie komunijną niedzielę oglądać i wspominać do woli! Podziękowania!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ te bukiety pachniały... Brawa dla Maćka za mowę, i za... dystans do siebie i wielkie poczucie humoru!

    OdpowiedzUsuń
  4. My też już mamy trzecią Pierwszą Komunię za sobą :-) Generalnie idziemy równo :-) Oczywiście obiad u nas też restauracyjny, z tym, ze od lat wierni jesteśmy Santorini na Egipskiej. I jak zwykle się nie zawiedliśmy. Tylko, ze my już tam chodzimy jak do cioci... Ino płacić trzeba :-)
    Dziękuję, ze do mnie zajrzałaś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hi hi, Jarecki też dziękował :)))

    OdpowiedzUsuń