piątek, 1 kwietnia 2016

piękna Wielkanoc

Wielkanocne Święta były udane. I to nawet widać. Załączam więc trochę zdjęć i refleksji, proszę bardzo.


Co prawda na wielkanocnych zdjęciach wychodzę zawsze gorzej, w odniesieniu do mojego wyobrażonego wizerunku, ale tego dnia uroda stołu ma najwyższy priorytet.
Zaraz, wróć. Przecież zaczęliśmy jak należy - od Rezurekcji, wszyscy!
Czyli przede wszystkim zadbaliśmy o to, co najważniejsze (dla nas). W tę Wielkanoc, zupełnie po raz pierwszy i wyjątkowo uczestniczyliśmy i w Ostatniej Wieczerzy, i w Ukrzyżowaniu i w Zmartwychwstaniu. Wszyscy razem, codziennie. Szykowanie, uczestniczenie, a potem rozmowy, dyskusje. Myślę, że był to bardzo budująco przeżyty czas dla naszej rodziny.
W ramach rozrywki obejrzeliśmy sobie też (pierwszy raz z dziećmi) "Jesus Christ Superstar". Może nie do końca odpowiedni wiekowo ten musical - zresztą cały musiałam czytać na użytek Hani i Lulka, ale myślę, że dla doświadczonego katolika może być ciekawym pobudzeniem wyobraźni. Oczywiście ma się nijak do uładzonych historyjek pokazywanych na lekcjach religii, ale znowu, jest o czym rozmawiać.

No dobrze, ale gdzieś tam równolgle toczyły się całkiem przyziemne przygotowania - zakupy, porządki, gotowanie. I w tym wypadku nie mogłam się nadziwić, jak i kiedy się to stało, że dzieciaki z uroczych przeszkadzaczy (chyba nie ma takiego słowa...) i zawalidróg (a takie raczej jest) zmieniły się w realnych pomocników. Mycie okien, odkurzanie samochodu, ciasta na mazurki, i wiele innych, mniejszego kalibru - nie musiałam nawet palcem ruszyć. Możliwość spędzenia soboty na szykowaniu ukochanych wielkanocnych wypieków to był wielki przywilej.






W kwestii jajek klasyka - wosk i łupki z cebuli.


Jakiś tylko słaby był ten wosk z t-lightów, bo cały spłynął i nie było efektów żmudnego nanoszenia wzorków. A, był też element nowości - zasługa Róży, która bardzo polubiła pinteresta!



I tu jeszcze jedno dzieło inspirowane pinterestem; bardzo ładne, bez konkretnego przeznaczenia. Jak ja to rozumiem...


Z wypieków, oprócz babek i baranków drożdżowych (bezjajeczne, na dyni!) były oczywiście mazurki. Trzy: jeden mój ukochany (pomarańczowy), jeden eksperymentalny (budyniowy z orzechami) i jeden kompromisowy (z masą kajmakową). Dopiero ze zdjęcia przypomniałam sobie, że był i makowiec. Pełne szaleństwo!


Oczywiście dzieciaki błyskawicznie uporały się z kajmakowym, dla sprawiedliwości trzeba przyznać, że był najmniejszy. Za to największy sukces należy do pomarańczowego - Ciocia Ania wzięła sobie przepis! Bardzo prosty, zapiszę i tu, żeby na następny rok pamiętać, bo wyszło idealnie. Na spodzie z kruchego ciasta z migdałami rozsmarowałam masę daktylową (rozgotowane i zblendowane daktyle), a na nich masę pomarańczową (zblenowane i rozgotowane z cukrem pomarańcze).
Do daktyli dodałam cynamonu, a do pomarańczy startego imbiru. Wiecie co, zdecydowanie nie będę czekać z tym mazurkiem do następnej Wielkanocy!


I jeszcze rzut oka na całość. W salonie mam wreszcie wymarzone białe zasłony (z pomponikami!) upolowane w TKmaxx.




Muszę tu też przyznać, że niestety w tym roku odpuściliśmy tradycję wysyłania kartek świątecznych. Raz, że z powodu "problemów kadrowych" na poczcie listonosz do nas nie przychodził, co skutecznie uśpiło wyrzuty sumienia (ale bardzo, bardzo dziękujemy za wszystkie, które hurtowo doszły do nas w Wielki Piątek!). A dwa, że oprócz nowych zasłon, Ignacy ma nową kurtkę na wiosnę, Róża też, Hania okulary, a ja buty. Energię skierowałam na konsumpcję, trochę wstyd, ale w dużej rodzinie bardzo ciężko unikać zakupów.

Za to Zajączek był sprytny, bo oprócz czekoladowych i dyngusowych jajeczek przyniósł tylko zaproszenia do Kopernika na wtorek. Super pomysł.




Zakończę naocznym dowodem, jak te moje dzieci wyrosły. Same się ustawiały do zdjęcia, żal by było nie skorzystać z takiej okazji.



Uwielbiam te ich szczere, niewymuszone uśmiechy ;-)
Bo to, że zamiast sobie odpocząć, zaraz po śniadaniu wielkanocnym wyruszyliśmy spotkać się z Maćka rodziną w Gostyninie, to już zupełnie inna historia.
Pozdrawiam serdecznie, udanego weekendu!

6 komentarzy:

  1. Fantastyczna atmosfera, z akcentem religijnym, gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudna rodzina !

    OdpowiedzUsuń
  3. Izunia, tytuł powinien brzmieć: Chrystus zmartwychwstał!
    Prawie, jakbym była i brała udział we wszystkim. Ale prawie robi wielką różnicę! Podziwiam i cieszę się, że jesteście tak i pobożni, i tradycyjni. Nie wiem, czy ktokolwiek Wam dorówna, ale nie o to przecież chodzi. W każdym razie jesteście liderami( stawiam na doskonałe połączenie genów Żółtowskich i Mileńków - tych najlepszych!). Co do pisanek - wosk musi być pszczeli, od zaprzyjaźnionego pszczelarza!

    P.s.: Kolor włosów Róży świetnie komponuje się z kolorem świątecznych wypieków i pisanek.:))Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. widać, że to był wasz rodzinny czas ...
    wspólne przygotowania a potem przeżywanie ...
    pozdrawiam wiosennie

    ps podoba mi się wasza drewniana tapeta :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie, rodzinnie, prawdziwy dom :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ciepłe i rodzinne miejsce w sieci. Będę tu wracać.Pozdrawiam całą szóstkę :)

    OdpowiedzUsuń