środa, 16 marca 2016

Problemy cywilizowanego świata

Cisza tutaj, bo spotkał mnie zmasowany atak zjawiska zwanego złośliwością rzeczy martwych. Że z samochodem niekończące się kłopoty, to wiadomo. Ostatnio nie zapalił, gdy wracałam z dzieciakami z kina. Z kina! Też mi problemy, grunt że chociaż dojechaliśmy (Zwierzakowo – film rewelacja!). I miał kto po nas przyjechać.

Potem znowu komunikacyjne kłopoty zaczęły narastać, gdy mój telefon spektakularnie wylądował na posadzce w łazience. Mój jak mój, większość rozmówców już się przyzwyczaiła i (mam nadzieję) zaakceptowała, że ze mną i tak jest utrudniony kontakt (typowa sytuacja: schować telefon w kieszeni fartucha kuchennego i odnaleźć go tam dopiero po tygodniu – przy kolejnym podejściu do niedzielnego rosołu). Ale, że i Maćka wysiadł, po wizycie w łazience - Ludwika tym razem (tak, wygląda na to, że w naszym domu korzystanie z telefonu jest czynnością w pewnym stopniu wstydliwą, wymagającą ukrycia się w miejscu odosobnionym), to to już jest prawdziwy ewenement.

Całkowite odcięcie od świata nastąpiło, gdy w najmniej oczekiwanym momencie, tzn. podczas obróbki zdjęć z epickich urodzin Hani w stylu Gwiezdnych Wojen, ekran laptopa zaświecił na niebiesko, i to był koniec. Koniec dysku. I danych na dysku. Szkoda, że wcześniej nie znałam takiej mądrości: „Ludzie dzielą się na tych, którzy robią kopie zapasowe danych; i na tych, którzy dopiero będą to robić”.

Także chwilowo, póki nad dyskiem siedzą specjaliści relacji z urodzin nie będzie.


Zakończę cytatem, tym razem biblijnym – zafrapował mnie w tę niedzielę:

"Dla Niego (Chrystusa Jezusa) wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci". Oczywiście nie to, żebym się dobrowolnie wyzuła, i nie przyświecał temu wyższy cel, choć mamy Wielki Post. Ale faktycznie przekonałam się, że te cuda techniki, elektroniczne skarby, to tak realnie śmieci, jak by nie było. Pouczające doświadczenie.


A żeby nie było tak zupełnie bez zdjęć dorzucam Hanię – w jej przebraniu balowym. Z innej beczki, ale przecież o Hani też wzmianka była. Pozosatło korzystać z tego, co mam. A nie jest to mało.









8 komentarzy:

  1. Mój mąż przy ostatniej zmianie mojego telefonu wykupił mu ubezpieczenie! Miał dość moich telefonów wypadających mi z tylnej kieszenie spodni wprost do muszli. No bo gdzie człowiek tak spokojnie skorzysta z telefonu, jak nie w wc?
    Zaraz upewnię się, czy kopiuje dane :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, he.
      Ciekawe czy w domach mniej obciążonych dziećmi też jest zjawisko telefoni toaletowej ;-)) Ja się kryję, żeby nie dawać złego przykładu - i mogę spokojnie grzmieć, żeby odkleić się od tych telefonów :-))
      Motywacje Lulka w zasadzie są podobne...
      I upewnij si, upewnij. Ponoć każdy dysk, który przeżył jakiś wstrząs padnie, prędzej czy później. Szkoda, że nie wiedziałam. Wiedza kosztuje :-(

      Usuń
    2. Też się kryję, żeby móc grzmieć :D Z telefonem i ze słodyczami.... Okrutna jestem, ech...

      Usuń
  2. No i czekamy na te kosmiczne urodziny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie wiedzieć, że ktoś czeka :-)

      Usuń
  3. Święta racja!!Iza

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Izo! :-)
    Święta :-))

    OdpowiedzUsuń
  5. Hania niczym księżniczka, piękny strój. Ale dopiero w maju to będzie biel! Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń