środa, 17 lutego 2016

Walentynka

Zostanę Matką!



Cha, cha, Chrzestną!

Ale po kolei.
Walentynki ułożyły się zupełnie nie według planu - mojego planu, i Maćka rzecz jasna.
Może jeszcze kiedyś się uda, bo był naprawdę piękny - weekend w Puszczy Białowieskiej, w wegetariańskim Domu na Wschodzie, tylko my dwoje i ruska bania.
Może, ale póki co, przewlekłe zapalenie oskrzeli u mojego (czterdziesto-) dwulatka zniweczyło te marzenia. Pierwotnie miały być jeszcze do tego biegówki, ale z tą myślą pożegnałam się już dawno...

Nie przyszło mi za to do głowy, że właśnie w Walentynki będę potrzebna żeby zaopiekować się dopiero-co-narodzoną Tosią. Z samego rana. Moja siostra cioteczna Asia, która nie tak dawno (ekhm) była druhną na moim ślubie, w Walentynki została mamą. Czy może być piękniejszy znak miłości? No właśnie.

Już tak dawno nie widziałam noworodka, a nie swojego to jeszcze nigdy! Nie-sa-mo-wi-te. To maleńkie, kruche, bezbronne cudo, dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Cud.

Dziwnie tak się przychodzi na oddział położniczy z zewnątrz. Chwilami muszę wyciszać myśli, odruchy. Ręce i plecy doskonale jeszcze pamiętają, ciąg czynności uruchamia się prawie  automatycznie. Wspomnienia, wspomnienia. I taka spokojna radość, mimo wszystko widza. Posadzono mnie w pierwszym rzędzie i doceniam ten przywilej.

Wracam do domu i widzę dopiero teraz wyraźnie jak daleką drogę przeszliśmy.
To były dobre Walentynki.

2 komentarze:

  1. Gratulacje, córeczko! Będzie z Ciebie najlepsza chrzestna! Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpisalam sie pod poprzednim postem - urodzinowym:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń