piątek, 5 lutego 2016

tłustoczwartkowa solenizantka

Taka kumulacja nie zdarza się co dzień. Dziewiąte urodziny i Tłusty Czwartek - możliwe, że raz w życiu. Nic dziwnego, że się Hania nie mogła doczekać.
Prezenty naszykowałam rano (czy ta poduszka nie wygląda znajomo?):


Niestety, nie widziałam reakcji, ale ponoć pełen zachwyt. Sama pomknęłam na rowerze realizować dalszy ciąg urodzinowych marzeń. Pączki z dziurką - prawdziwa Ameryka! Pieką takie w okolicach bardzo hipsterskiego placu, w miejscu zwanym MOD Donuts. No pyszne, daję słowo, zanim zrobiłam zdjęcie już połowy nie było. Ale to tylko po jednym, na spróbowanie (polewy: krówkowa, słony karmel, mango, biała czekolada; jak to brzmi?), bo jednak u Wróbla o połowę tańsze...


Dodatkowym, trzecim punktem mojej wyprawy było poszukiwanie pączków bez jajek - dla Luleczka. Doskonale wiem jak to wyglądało, gdy zeskakiwałam z roweru przed kolejną cukiernią, z gasnącą nadzieją na zziębniętym obliczu dopytując się o "vege-pączki". W końcu wypatrzyłam przez szybę na Kruczej, w Vege Barze; tyle że ten miał być otwarty od 12 (a ja swój rajd odbyłam przed 10!). Uprosiłam, vege-cyklistka, ha!



Także nikt sobie nie krzywdował. Alarm cukrowy znacząco przekroczony, szczególnie po wieczornej porcji tortu - też z cukierni, o zgrozo. Jakoś z bandą feryjnie rozbestwionych dzieci i Maćkiem z zapaleniem oskrzeli na dokładkę, nie mam szczególnie ochoty na kulinarne fajerwerki...




Wracając jednak do Gwiazdy tego dnia, oraz jej prezentów, dołączam szybką sesję w folkowej spódnicy - prezent od Matki Chrzestnej, czyli Cioci Oli, przysłany hej spod samiuśkich Tater. Czy się spodobała? Ba.






No właśnie, a czemu my właściwie w domu, a nie w jakiś górach? Pomijają wspomniane wyżej zapalenie, głównym problemem okazał się samochód, który już trzeci tydzień odmawia w warsztacie posłuszeństwa. Także wyjaśniła się też moja wzmożona pasja rowerowa.

Ale nie ma tego złego, pocieszam się w lutowej szarości. Planuję nawet opublikować post, czy warto jechać z dziećmi na narty, z tezą wpisującą się w nasze tegoroczne ferie domowe, oczywiście.
Planów zresztą u nas dostatek. Pożyjemy, zobaczymy.

6 komentarzy:

  1. Samo życie - wesoła solenizantka i chory tata. Dobrze, że mama jak zwykle to wszystko ogarnia. No i jeszcze pączki na kilka rodzajów diety!!! Sto lat Haniu w góralskiej spódnicy - prawdziwa z Ciebie "Halka"!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pikna kiecka. A rower, jak na luty przystało, obowiązkowy, ja też praktykuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas po feriach... Same atrakcje - w pierwszym tygodniu angina, w drugim zapalenie oskrzeli ;)
    Najlepsze życzenia dla Dziewięciolatki :) Widać, że prezenty się Hani podobały :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia, 100 lat Hania!

    OdpowiedzUsuń
  5. u was 9 u nas 7 na torcie :)
    samych takich wesołych dni dla młodej damy!
    i pozdrowienia spod samiuśkich prawie Tater

    OdpowiedzUsuń
  6. wszystkiego najlepszego Haniu!
    Sprzedajcie mi tę Waszą Hankę!! ;)

    OdpowiedzUsuń