poniedziałek, 18 stycznia 2016

zaśnieżona Warszawa

Pełna ekscytacja już w piątek. Późnym popołudniem moi hinduscy studenci otwierają okna i robią zdjęcia komórkami. Jeden wybiega w swetrze na dwór i wydeptuje ogromne litery układające się w imię, chyba, mam jeszcze problem z ich imionami. Z ociąganiem wracamy do komputerów, tak, ja też. Wracając do domu po 19 snuję wielkie plany - Łazienki co najmniej. Tymczasem moja ekipa już dawno szaleje - sanki, bałwanki, bitwy na śnieżki - nie ma mowy, żeby ktoś się dał wyciągnąć gdzieś dalej. Wtedy eureka, Maciek proponuje mi hojnie, żebym sobie wzięła biegówki i poszła pobiegać. Coś wspaniałego. Postanawiam jeździć codziennie, póki śniegu starczy.



Kolejnego dnia wszyscy też mają ochotę tylko na naszą górkę. W sumie ma ona sporo zalet - pusta, dzika i nie trzeba nigdzie jechać.





A, zapomniałabym o widokach.


W niedzielę, jak się już zapewne domyślacie, większość też jest za ekspedycją na naszą górkę. Jak już mamy taki Mount Everest pod nosem.





Kończymy dwoma szwami, na brodzie. Pierwsza poważna interwencja lekarska na Hani. Jest niezwykle dzielna. I chyba trochę dumna.


***
Póki co, udaje mi się realizować mój plan na biegówkach.
Dawno ich nie używałam, może dziesięć, może piętnaście lat... 
Zaczęłam jeździć z Tatą jako dziesięcio- jedenastolatka. Ale moje dzieci nie chcą się zachęcić. Za to z Maćkiem z nostalgią wspominaliśmy nasze narzeczeńskie wypady. Padł zatem pomysł na weekendowy wypad, może w lutym. Jak dzieciaki się nie włączą, to pojedziemy bez nich. 
Pełna ekscytacja!

1 komentarz:

  1. Zima dostarczyła nam wspaniałych wrażeń - Wam estetyczno- fizycznynych, nam głównie estetycznych. Spacerowałyśmy z Marią i Lalu w największą śnieżycę, wróciłyśmy jak dwie bałwanki:)). Szkoda tylko, że Hania okupiła zimowe szaleństwa krwią, no ale blizna na brodzie doda jej tylko urody! Odrobina rozsądku chyba jest Wam potrzebna... Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń