poniedziałek, 11 stycznia 2016

zacznę od końca

Święta już właściwie się skończyły, i nie było chyba w tym czasie dnia, w którym nie miałabym ochoty przyjrzeć się mu jeszcze raz też tu, na blogu. Głowa sama układała w słowa te wszystkie emocje, wydarzenia, chwile. Ale póki nie ma telepatii między człowiekiem i maszyną, to nie będzie też efektów takich przemyśleń.

Ponieważ jednak jestem miłośniczką wszelkich dojrzewających treści, tak też potraktujmy te migawki. A w roli świeżutkich bułeczek niech wystąpi Święto Trzech Króli, od którego zacznę. Czyli od końca.




Na świąteczny deser przyrządziłam tartę czekoladową z ukrytym migdałem. Mało brakowało, a nic by z niej nie wyszło, bo pomyliłam cukier trzcinowy z kaszą bulgur, którą dodałam do kremu. Tak się kończy podążanie za nowymi modami. Na szczęście zdążyłam ją odcedzić zanim krem zgęstniał. A szczęśliwym znalazcą migdała okazał się Maciek. Ku zazdrości wszystkich, szczególnie Róży, która liczyła na niezawodny sposób zapewnienia sobie miejsca w wymarzonym gimnazjum...



Co prawda nie dołączyliśmy do żadnego orszaku, zeszłoroczny mróz dał nam nauczkę. Tym razem wykorzystaliśmy go znacznie lepiej - byliśmy się poślizgać na stawie niedaleko kościoła. Poświęcę temu osobny wpis, bo było zbyt pięknie, żeby ograniczać się do kilku zdjęć. Dobrze, może jedna migawka:


Reszta zdjęć, które tu dziś mam zdecydowanie z wewnątrz. Chyba najbardziej podoba mi się nasz dom właśnie w Boże Narodzenie. Uwielbiam siedzieć i patrzeć na choinkę. Zaraz zresztą do choinki dojdę, bo tegoroczny Nowy Rok i Sylwester nie znalazły się na zdjęciach. Maciek nie kontaktował, skutkiem niezbyt typowym w takim dniu, a mianowicie z powodu usuniętego zęba, Ja właściwie też miałam sobie razem z nim wyrwać, a co tam, ale w ostatniej chwili zrejterowałam, wymawiając się chorobą. Dzięki temu mogłam dotrzymać towarzystwa Hani i Lulkowi przy partyjce Dixit.

Róża bawiła u przyjaciółki pod Warszawą, więc Ignacy załapał się na kompanię jej koleżanek z osiedla, gdy zajrzały do nas zaprosić ją na pizzę (może miałam z tym coś wspólnego, a może nie).
Takie to charaktery różne, nawet towarzysko. Odnotujmy przy okazji, że swoje 14 świeczek Ignacy znowu zdmuchnął w gronie rodziny, tuż po Nowym roku właśnie...



 Wszyscy zadowoleni. Nawet Maciek, gdy swoją wielką gulą wzbudzał popłoch i konsternację sąsiadów i ich dzieci jeszcze przez parę dni.

***

Ze świątecznej wizyty u rodziny Maćka przywieźliśmy od Dziadka Jurka spieniacz do mleka (dzięki Dorotko!). Dziadek go nie używał, a u nas... Dość powiedzieć, że Hania i Lulek nawet zupę mleczną jedzą w wersji cappuccino. Hania tak pokochała ten spieniacz, że postanowiła nawet uszykować mi śniadanie do łóżka, serwowane z kawą z pianką.


Marzenie, prawda? Ale gdy kolejnego dnia, tym razem też przy udziale Róży, znów powitało mnie śniadanie przed godziną siódmą  (oraz kuchnia potem) z bólem serca musiałam delikatnie poprosić, że może już wystarczy. I tak się właśnie zabija szlachetne inicjatywy u dzieci... Trudno...

Hania oprócz talentów kulinarnych objawiła też fotograficzne. Zawsze mnie zaskakuje co znajduję na karcie po tym jak Hania miała aparat w rękach, ale tych dwóch zdjęć to wręcz jej pozazdrościłam:




****
I tak jesteśmy w końcu przy Wigilii. Kilka obrazów zatem, bo chciałabym pójść spać przed północą. Bo i co tu dużo mówić.















Nasze życie jak nasza choinka (nie jest to jednak motto na miarę Foresta Gumpa, nie trzeba, a nawet nie należy brać do siebie) - wyładowane od pnia po gałązki, sentymentalne, dla nas najpiękniejsze.

Dużo dobrego w 2016!

8 komentarzy:

  1. do takich świątecznych kadrów wraca się z sentymentem, zwłaszcza po latach ... :D

    ps. nie wiem czy tylko u mnie, ale nie widzę końcówek tekstu z prawej strony ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję...! Coś było faktycznie nie tak.

      I zgadzam się, że można mieć dość świątecznej atmosfery tuż po. My ubieramy choinkę dopiero w Wigilię i przesyt zaczynam mieć dopiero jak się zbliża luty :-)

      PS Ale fajne macie te gadżety do zdjęć :-)) Pozdrawiam sedecznie!

      Usuń
  2. Co za reportaż!!!! Cieszę się, że pokazujesz swój pisarski talent, Izuniu, bo oczywiście i Maria, i Karola też go posiadają, tylko się jeszcze nie ujawniły... Przepis na wspaniałe święta? Rodzina, z duuuużą ilości dzieci! Jak co roku daliście radę, no i Maciek zasłużenie trafił na migdał, gratuluję! W Nowym Roku dużo szczęścia i mało problemów z zębami! Do zobaczenia( spokojnie, na blogu).
    Uściski i ucałowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję..!
      I dla Ciebie najlepsze życzenia i uściski!

      Usuń
  3. Super !!! Już się bałam, że u dziadka spieniacz będzie tylko kurz zbierał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, gdzie u dziadka kurz ;-)
      Ale taki spieniacz był nam przeznaczony - jeszcze raz dziękujemy :-))

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Magdo, bardzo dziękuję! I Tobie też :-)

      Usuń