wtorek, 26 stycznia 2016

ślizganie na stawie

Przy dzisiejszej odwilży nie można mnie oskarżyć o zachęcanie do zachowań niebezpiecznych. Dorzucę do tego na wszelki wypadek tzw. disclaimer.
Na lód na znanym nam dobrze stawie wchodzimy tylko jeżeli temperatura przez kilka dni utrzymuje się poniżej -10, mamy też ze sobą linę, a lód przeszedł test walenia drągiem i skoków obunóż.
Tak, uważam, że istnieje coś takiego jak bezpieczny lód, zresztą spytajcie Szwedów lub Kanadyjczyków.
Oczywiście u nas zimy nie te, a i dość dziwnych pomysłów w narodzie o ułańskiej fantazji nie brakuje. Sama widziałam rodziców ciągnących każdy swoje saneczki z potomkiem przez środek stawu na Szczęśliwicach, po dziewiątej wieczorem, przy odwilżowych temperaturach koło zera...  A w radiu przestrzegali prze lodem informując o niebezpiecznym wypadku kierowcy, który urządził rodzince kulig za samochodem na jeziorze........
Więc proszę mnie źle nie zrozumieć. A po tych zastrzeżeniach pora na przeciwwagę - i prawdziwe piękno i radość z zimy. W takich chwilach nawet mi nie jest zimno i nawet Ignacy lubi się wysilać w rodzinnym gronie.
Oto siekierkowskie stawy podczas trzaskających mrozów:













6 komentarzy:

  1. Obecnie do stawu jakiegokolwiek nam daleko, ale z czasów dzieciństwa pamiętam mega mroźne zimy i zabawy na jeziorze ...
    Widać radość i rumieńce u was wszystkich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimowe jabłuszka :-)
      Widzę, że mamy podobne wspomnienia...

      Usuń
  2. Korzystajcie, póki kolana zdrowe! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzę o tym, żeby jeszcze kiedyś pojeździć tak po morzu - tak jak jakieś 20 lat temu...
      Oby kolana wytrzymały ;-)

      Usuń
  3. Dla mnie nie ma bezpiecznych ślizgawek na stawach, ale Ty jesteś szalona, już sie przyzwyczailiśmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, mówisz jak mój mąż ;-)
      Dobra, niech będzie, że szalona. Nie zniosłabym chyba tylko oskarżenia o brak wyobraźni :-))

      Usuń