poniedziałek, 16 listopada 2015

Bingo-bongo urodziny z groupona

Udało się. Maciek mianował mnie mistrzem łowienia okazji. Czy to już nie trąci trochę skąpstwem? Coś mi się zdaje, że tak. Ale w końcu, mamy czwórkę dzieci, więc pokombinować wypada.
Tak się składa, że Ludwiczek wielkopańsko edukuje się w przedszkolu prywatnym, wręcz domowym, i to opartym na regułach montessori. Co oznacza, że większość jego kolegów i koleżanek to jedynaczki z porządnych domów w najgorętszych warszawskich lokalizacjach typu Powiśle. Nie znaczy to oczywiście, że chciałabym zakamuflować nasze ewentualne niedostatki i prowadzić grę pozorów - zresztą pierwszy raz na urodziny Lulka (pamiętne lego-urodziny (klik)) zaprosiliśmy wszystkich do nas do domu. Ale też gościć takiego towarzystwa w jakiejś tandetnej norce bym nie chciała, swój honor mamy.

Od wakacji Ludwik nawijał o  urodzinach. Nakręcony przez Hanię z przekonaniem zapraszał wszystkich (z dużym wyprzedzeniem) do sali zabaw Digiloo. Która jest fajną salą zabaw, ale od kiedy wyprawialiśmy tam Hani szóste urodziny po wynegocjowanych cenach, wygląda że podnieśli stawki co najmniej dwukrotnie. Przechodząc do sedna. Przekopałam internet i natrafiłam na reklamę salki Bingo Bongo na Grouponie, z którego nigdy wcześniej nie korzystałam. Ale postanowiłam spróbować.


Sala reklamuje się zabawą "Ucieczka z więzienia" i "Labiryntem luster". Jedno i drugie bardzo fajne, emocjonująca zabawa na długie minuty, a i mamy miały tam sporo radości. Zresztą bilety sprzedają tam też dla dorosłych i sama widziałam jak para zakochanych, bynajmniej nie w przedszkolnym wieku znikała w labiryncie. Ja tam nie wiem, co kto lubi, ale dla dzieciaków na pewno bomba.
Zdjęć tylko parę, nie było kiedy fotografować.






Co ważne, cała sala zabaw jest bardzo przestronna, ładna i funkcjonalna. Jest miejsce ze stołem dla rodziców i salka z poczęstunkiem dla dzieci. Bardzo na plus, że można przynieść własne przekąski i torty, idealna opcja dla alergika.



Naprawdę, bardzo pozytywne wrażenia mieliśmy. Nawet Róża (zgrzana i rozemocjonowana) wyraziła aprobatę, a to coś znaczy.
I tylko pinatę zrobiliśmy zbyt pancerną, po n-tej kolejce tłuczenia kijkiem robiło się już bardzo gorąco. Ale przecież ten świat nie jest doskonały, czyż nie?

Pinata centralnie, tuż przed Różą. Więcej zdjęć nie mam, musiałam zabezpieczać otoczenie :-)



5 komentarzy:

  1. przed nami urodziny naszego siedmiolatka i mam zagwozdkę, bo u nas w górach brak sali zabaw w pobliżu, a dzieciom, co zresztą potwierdzasz, potrzeba miejsca do urodzinowego szaleństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, siedmioletni chłopcy na domowych urodzinach - to może się skończyć pościgami i improwizowaną walką na miecze - przynajmniej tak się kiedyś skończyło u Ignacego - pamiętam, że wtedy wydarzenie mnie trochę przerosło :-) Ale już jakieś fajne poszukiwanie skarbu? Zerknij na 11 urodziny u Ignasia właśnie (http://gromatka.blogspot.com/2012/12/polarna-ekspedycja-czyli-11-urodziny.html), wyszło super. Myśmy wchodzili na taką jakby górę, a Wy macie prawdziwe..!
      Powodzenia w każdym razie!!

      Usuń
  2. witam wlasnie mysle czy warto kupic tego grupona. Fajna recenzja a jak to cenowo wygladalo po podliczeniu wszystkiego? Wypada chyba kupic jakas kawe dla rodziców? i czy dla 3 latka to nie za wczesnie... ehh tyle pytań. Fajnie jak doswiadczona (urodzionowo i nie tylko:) mama by mi pomogla:P
    Boje się ze finansowo rune mimo tej gruponowej promocji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, oczywiście pewne koszty trzeba jeszcze ponieść... U nas sporo rodziców zostało (8-10) i miło było się napić kawy czy herbaty - wyszło to trochę poniżej 50 zł (na marginesie, kawę przynoszą zwyczjaną, w kubeczkach jednorazowych, no ale to nie jest kawiarnia). Poza tym tort, jakieś owoce, przekąski (oprócz muffinek zrobiłam galaretki z bitą śmietaną).
      Sala jak najbardziej nadaje się dla 3-latków (widziałam tam nawet dzieci poniżej roku), ale szczerze mówiąc ja wstrzymałabym się z wyprawianiem imprezy na mieście - dla takich maluchów w domu jest wystarczająco atrakcyjnie, jeszcze się zdążycie po salkach porozbijać :-) To pewnie zresztą pierwsze urodziny w gronie przyjaciół, więc stopniowanie emocji ma sens. U nas takim wiekiem na szaleństwa poza domem to było pięć - sześć lat.
      Mam nadzieję, że pomogłam, życzę super urodzin! :-)

      Usuń
  3. Wróciłam i z przyjemnością przeczytałam, ale na sensowne komentarze zbyt zmęczona.... Na razie...

    OdpowiedzUsuń