wtorek, 20 października 2015

słoneczny weekend

Nie, oczywiście ten weekend nie był słoneczny. Co przywitaliśmy z niejaką ulgą. Ja w szczególności, bo z powodu niezapowiedzianej infekcji Lulka musiałam nadrabiać skrócony o połowę roboczy tydzień.
Pogoda była świetnym usprawiedliwieniem aby zostać w domu (nie dla wszystkich, Maciek oczywiście biegał), żal byłoby ciepłego jeszcze słońca. Tak jak żal festiwali, szopenowskich, filmowych, jakich tam jeszcze - niby wszystko na wyciągnięcie ręki, a gdzieś tam się wymyka. Brakuje wieczorów.
No trudno, przynajmniej jesieni nie można przegapić, właśnie się zaczyna jej najpiękniejsza faza.
W poprzedni weekend w Kampinosie było jeszcze całkiem zielono. I początki były jak zwykle ciężkie, nikt nie chciał do lasu (z dzieci), choć Ludwik i Hania to raczej powielają tylko złe wzorce po starszym rodzeństwie.
Na szczęście jak zawsze, im dalej w las, tym przyjemniej. Kończymy wycieczkę weseli, zrelaksowani. Zaprzyjaźniamy się z jesienią.





Ludwik przesiadł się na większy rower. Który najpierw był srebrny (Ignacy i Róża), potem różowy (gdy przemalowywałam go dla Hani nie umiałam sobie wyobrazić, że już wkrótce będzie potrzebny dzidziusiowi Ludwisiowi), a czarną odsłonę zawdzięcza Maćkowi.




Róża na chwilę się dorwała do roweru, ogólnie, po zdjęciu gipsu ma zwolnienie z w-f aż do stycznia...







Pozdrawiamy! :-)

2 komentarze:

  1. Ostatnie zdjęcie - piękne podsumowanie! To wspaniale, że w Waszym związku to jeszcze nie jesień, jakkolwiek przepadam za tą porą roku:)). Fajna wycieczka!
    Ja podziwiałam osobiście jezioro Turkusowe w jesiennej oprawie. Jesieni, trwaj!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jeziorko Turkusowe jesienią jest piękne, zazdroszczę...
      Całusy!

      Usuń