środa, 16 września 2015

weneckie ślady w naszym domu

Wczoraj nagle zapragnęłam zrobić parę zdjęć w domu. To przez to odświeżenie wspomnień, które nastąpiło przy ostatnim wpisie. Do kompletu dołączam więc pamiątki z podróży.
Brzmi dumnie, ale poza wspomnianą uprzednio cykadą, to tak naprawdę dwie pocztówki. Jedną wybrała Róża, a drugą ja (reszta dzieci wolała obejrzeć rekonstrukcję dzieł Leonarda da Vinci, natknęliśmy się na tę wystawę niespodzianie).

Zaczniemy od Róży, której kartka tak pięknie i niespodziewanie skomponowała się z jej zdjęciem podwodnym (tych zdjęć też jeszcze nie pokazywałam, muszę nadrobić):


Co prawda nikt z nas w weneckim kanale nie nurkował (ba, nawet nie wpadł!), ale od czego jest wyobraźnia. I te kolory komponują się wprost fantastycznie!

A tak to wygląda w planie szerszym i najszerszym. Uwaga, trochę bije po oczach, co ja poradzę, że minimalizm to nie jest nasza bajka...



Moja kartka też mi się pięknie skomponowała kolorystycznie, tylko z ramką, którą miałam już od dawna w domu i nic mi nie pasowało żeby w niej umieścić. To już teraz pasuje, i to jak (efekt tym bardziej cieszy, że zupełnie niezamierzony)!


A na deser palmowa cykada, dla wszystkich umierających z ciekawości:


Bardzo ją lubię, tak sobie delikatnie porusza się w powietrzu. Kawałek morza widoczny na ścianie to bułgarskie wybrzeże. To już wiecie o czym marzę przed zaśnięciem :-)

13 komentarzy:

  1. Piękna cykada,ale dobrze, że nie mnoży się jak szalona! A relację wstawię jeszcze raz, tym bardziej, że zawiera wątki rodzinne...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakimś dziwnym tropem podążają Twoje myśli ;-)) A jak już wstawisz relację to daj znać, brzmi tajemniczo...!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. W sumie to mieliśmy trochę szczęścia, że ją wypatrzyliśmy - właśnie na tym moście, co piszesz, że z windą (windę wyparłam :-) - stał sobie skromnie i robił je ten Azjata, w szeregu, obok kijków do selfie i masy glutowej; przeszliśmy obok, ale dzieciaki zaczęły swoje... Przemyślałam sobie sprawę, że mi się też właściwie podoba i na najbliższym placyku wysłaliśmy Ignacego z Różą z piątką po zakup. Wrócili po dość dłuższej chwili, dumnie z cykadą w ręku, choć most był jak wymieciony, gdy wrócili, za to stali na nim dwaj karabinierzy. Naszego Azjatę dzielna młodzież wypatrzyła gdzieś pod mostem, cykadę wyjął z torby :-))

      Usuń
  3. Jak widzę, czas zaoszczędzony na prasowaniu pani Luda może spożytkować na ścieranie kurzu z tej obfitości :)))
    Osobiście uwielbiam takie "mówiące" wnętrza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, trafiłaś w sedno...! Zdjęcia zrobiłam właśnie tuż po porządkach p. Ludy, przypadek? Nie sądzę...

      Usuń
  4. Pojawia się pytanie: gdzie jest w tym wszystkim kryształowa karafka??? :)))
    Śliczne zdjęcie podwodne :)

    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcemy zobaczyć karafkę!

      Usuń
    2. Ups, to się narobiło. No dobra, wygląda na to, że będę musiała zrobić 'house-tour', ale to nie wcześniej, niż po ponownej wizycie p. Ludy :-)) Niestety parę godzin później brakuje już efektu, który lubię...

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. I pomyśleć, że mało brakowało, a pozbawiłabym się szansy na taki unikat - to przez to, że musiałam sobie wyłączyć tryb "kupować, kupować"... Muszę podziękować dzieciakom :-)

      Usuń
  6. Dzieje się u Was! oj dzieje :) zawsze z przyjemnością czytam i podpatruję jak żyjecie, czym żyjecie, co Wam w duszach gra :)
    piękne te pamiątki :) i cała wyprawa wspaniała :)

    OdpowiedzUsuń