poniedziałek, 21 września 2015

Dzień bobry!

Wyczytałam u Wajraka, że w stolicy to nic prostszego niż spotkać bobra, ba, prawie jedzą z ręki. Więc w celu wypełnienia pewnego fotograficznego zadania konkursowego przymusiłam zachęciłam Ignacego do wyprawy o świcie nad Wisłę.


I rzeczywiście. Wystarczyło się chwilkę rozejrzeć, no i płynie!


Głowa bobra na lewo od Ignacego :-)


Okazało się, że ta stera gałęzi, obok której mieliśmy szczęście wyjść na brzeg, to właśnie jego żeremie. To się nazywa szczęście, podobno ich terytorium sięga od 1 do 4 kilometrów nabrzeża!
Minus był tylko taki, że gdy bóbr był już blisko nas, to tylko plusnął ogonem i zanurkował. Ale za to usłyszeliśmy jakie słodkie odgłosy wydaje - coś jak kwilenie, lub chrumkanie, po prostu urocze.

Potem przypłynął jeszcze drugi bóbr i słońce już całkiem wyszło. A więc to wszystko, co udało się uchwycić Ignasiowi:




Nie szkodzi, konkurs i tak wygrał. I ja. I Róża. A, i Hania też. Co może, choć przecież nie musi wynikać z tego, że stanowiliśmy 70% uczestników, ekhm. W każdym razie, przecież nie chodzi o to żeby wygrać - gdybyście jednak na przyszłość chcieli, polecam śledzić stronę "Siekierki reaktywacja" (tu można zobaczyć dumnych zwycięzców).

Wracając do bobrów. Doczytałam, że jest ich w Warszawie około 300 (!). Zajrzeliśmy do nich w sobotę z Maćkiem, przy okazji biegania, i tym razem, nie minęła nawet chwilka, a bóbr wyszedł nawet na brzeg. Ale zdjęcia dalej nie mam, wezmę aparat następnym razem.
Postanowiłam, że będę do nich przynajmniej raz na miesiąc zaglądać. Jesienią jest nasilone żerowanie, zimą gody, a wiosną młode! Jak uda mi się coś ciekawego sfotografować, to nie omieszkam się pochwalić.
Być może będę też na tyle bezwzględna, żeby ściągnąć z łóżek resztę dzieciaków. A może jednak nie. Po zachodzie słońca też powinny wychodzić. Ale przyznacie, że o wschodzie to całkiem inna historia...



A skąd ten dowcipny tytuł? No niestety, to nie ja... Jak mnie coś zaciekawi to zaraz szukam książki, żeby pogłębić (spróbuję też namierzyć "Tajemnicę wiklinowej zatoki" - bardzo lubiłam w dzieciństwie). Ale znalazłam tylko to:

Bobry nie mówią:
- Dzień dobry!
Bobry mówią:
- Dzień bobry!
A gdy wieczorem
Nad wodą staną,
Zamiast:
- Dobranoc!
Mówią: Bobranoc!
           Wanda Chotomska

Też fajnie. Już w koszyku.
Bobranoc!

11 komentarzy:

  1. i bardzo bobrze! to znaczy dobrze :) samozaparcie i pomysłowość powinny być nagradzane!
    a bobry, które wytrzymują w pobliżu Warszawy - podziwiane...
    ja już jakiś czas temu odszukałam swoją "Wiklinową zatokę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mnie rozumiesz :-)
      Ale wbrew pozorom nad Wisłą jest bardzo spokojnie, no może poza najmodniejszym, powiślańskim odcinkiem. Plus brak naturalnych wrogów, czyli wilków i można żyć. Wędkarze określają je podobne mianem "Kolega" :-))

      Usuń
  2. Ambitnie, brawo! A nagroda jaka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabyś stanąć w szranki? Warto, to mogę zapewnić :-))
      (a serio, to fajne gry, plecaki i dzbanek do herbaty :-))

      Usuń
  3. Podziwiam że tak wcześnie wstaliście :) ale bobry rzeczywiście są słodkie!
    Gratulacje :)

    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maria, wystarczy się wcześnie położyć :-))
      A widziałaś już bobra na żywo? Jeśli nie, to zapraszamy :-)

      Usuń
  4. ooo wow!!!! Ale to trzeba bladym świtem ich szukać? W jakiś szczególnych rejonach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzeba, wiodą nocny tryb życia... Ale można też próbować po zachodzie słońca, co już niedługo powinno być bardzo proste :-(
      "Nasze" bobry mieszkają kawałek za mostem siekierkowskim, w stronę Portu Czerniakowskiego, ale podobno są na całej długości - trzeba spróbować :-)

      Usuń
  5. Nigdy nie udało mi się "na żywo" bobra zobaczyć :) No ale o świcie nie spacerowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższy czas to nadrobić ;-)
      Wrażenia na żywo ... jak to na żywo :-) Nie do podrobienia. Szok jakie są duże, wielkości średniego psa (ale grubego :-)
      Pozdrowienia!

      Usuń