wtorek, 29 września 2015

Chleb Hruby

Świeży chleb, prosto z prawdziwego pieca, takiego do którego wchodzi łopata długa na dwa metry - taki chleb jedliśmy w niedzielę.

Ale najpierw trzeba było go samemu uformować.



Dla mieszczuchów rozrywka nie lada. Chleb hruby dobrze znamy, bo co tydzień kupuję dwa bochenki na biobazarze - jak się uda, to starcza do kolejnej soboty (w tygodniu dzieci jeszcze domagają się bułek), wspaniały, zwarty, nie pleśniejący.
Piekarnia w Grzybowie, ponad godzinę drogi z Warszawy, ale warto pojechać i zajrzeć przy okazji organizowanego tam Święta Michała (nie mylić z Marcinem!), atrakcji moc.
Chyba największa to stóg siana. Co tam się działo!





Ale nie mniej ciekawe kozy, i pszczelarze, i ciasto domowej roboty. I nawet koncert Martyny Jakubowicz.









Oczywiście jak to u nas, nie taka to sielanka na jaką wygląda. Parę godzin wcześniej Maciek właśnie przebiegł, bagatela, maraton (och, ten stres, żeby zdążyć całą gromadkę nakarmić i wyszykować, akurat na czas, kiedy będzie przebiegał niedaleko naszego domu - z tego wszystkiego tym razem porwałam aparat, ale bez karty, grr). Trzy i pół godziny biegu, przerasta to moją wyobraźnię i zamiast dać mu pospać urządzam jeszcze takie wycieczki...


Jeśli chodzi o bieganie, to sama też startuję w tę niedzielę - pierwszy raz na 10 kilometrów. I o swoje atrakcje pobiegowe też zadbałam. Akurat mamy w Warszawie (ale nie tylko! warto sprawdzić - są klasyki Astrid Lindgren i ciekawe kino niemieckie) festiwal Kino Dzieci, który w niedzielę kończy się balem przebierańców. Już nas zapisałam, w tę sobotę przed Hrubym, kiedy to z Hanią i Lulkiem odwiedziłam trzy kina. Ale to już zupełnie inna historia...
Aha, objadanie się bez pamięci ciepłym chlebem grozi poważnym bólem brzucha - sprawdziłam!

6 komentarzy:

  1. Ach, i tylko smaka mi narobiłaś! Co jak co, ale z pieczywa zrezygnować to ja bym nie potrafiła :)

    Ogłaszam zdjęcie skaczącego (w zasadzie to zeskakującego;)) Ignacego za absolutnie wygrane. Mistrostwo!

    Maćkowi proszę przekazać gratulacje pokonania królewskiego dystansku, a Tobie życzę powodzenia w najbliższą niedzielę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, na obczyźnie z pieczywem to chyba bywa ciężko... Ale co ciekawe, za Hrubym stoi Niemiec (fakt, że od już od dawna spolonizowany), a przepyszne pieczywo uważam, że mają w Rumunii :-)
      W tym zdjęciu Ignacy bardzo chętnie współpracował (ciekawe czemu?), parę powtórek było zanim zaakceptował rezultat.
      Dzięki za dobre słowo! :-)))

      Usuń
  2. Gratulacje dla Maćka, za Ciebie, Izunia , trzymam kciuki! Wszystko pięknie, ale to prawie cud, że wyprawa skończyła się tylko problemami gastrycznymi i że nikt nie połamał się przy tych skokach.
    Tyle się u Was dzieje, że zastanawiam się, czy Ty Izunia jeszcze pracujesz?!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie nurtuje to pytanie.

      Usuń
    2. He, he, nie, w niedziele nie pracuję (i w soboty też nie) i niech tak pozostanie!

      Usuń
    3. Ufffffffffff, bo już myślałam, że zielona trawka...:))

      Usuń