niedziela, 6 września 2015

ładny gips!

Tym razem Róża. To już chyba czwarty gips w naszej historii, jeśli dobrze liczę. Gdy siedziałam z nią w piątek w poczekalni w szpitalu (od 20 do 23:30) to naszła mnie refleksja, że od kiedy mam dzieci, nie było jeszcze ani jednego roku, w którym nie byłabym w szpitalu. Nie ukrywam, to pozwala nabrać dystansu.
A, gips po upadku na deskorolce.


Nie tracimy ducha, w każdym razie.
Jeszcze w kategorii wspominki - byłam dziś z Hanią na pierwszym spotkaniu przedkomunijnym. Gdy wychodziłyśmy z domu parafialnego natknęłam się na parapecie na skarbnicę literatury dziecięcej z lat 70-80, ewidentnie do wzięcia. Wróciłyśmy objuczone.



Wiele pamiętam ze swojego dzieciństwa, ale największy sentyment wzbudziła historia o Czarce - czarnej panterze, którą opiekowała się mała Irka, byłam zadziwiona, jak wiele szczegółów pamiętałam.
Jednak najcenniejsze znalezisko, to niewątpliwie ten zbiorek nut. Kiedyś chciałam sobie kupić w księgarni muzycznej, ale trzycyfrowa cena zbiła mnie z tropu.


I cóż, że rosyjskie wydanie. Teksty i nuty w językach uniwersalnych. Na dobry początek odstukałam sobie Yesterday. O, tak...!


Drugi tygodniu szkoły, co przyniesiesz?

2 komentarze:

  1. Róża złamała rękę i nadal szaleje?! Uważaj na resztę kończyn! Izunia, cieszę się, że grasz. Czyli u Was normalne życie - i róże, i kolce! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale na wzór mamusi Róża jak widać nie przejmuje się aż tak bardzo wypadkami...;)
    M

    OdpowiedzUsuń