sobota, 1 sierpnia 2015

Porec oraz dlaczego warto korzystać z przewodników

Na Istrii jest co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście miast wartych turystycznego zwiedzenia, my jednak musieliśmy się zdecydować na jedno. To znaczy, chcieliśmy. Ustaliliśmy (ustaliłam?) z dzieciakami, że trzy dni plażowania i jeden dzień zwiedzania to będą dobre proporcje - na naszym dwutygodniowym wyjeździe dawałoby to trzy wycieczki. Jedna super wyprawa, czyli Wenecja, oraz dwie mniejsze.
Na pierwszy ogień poszedł Porec - niedaleko, niecałe dwie godziny jazdy, do tego z bazyliką z mozaikami z listy Unesco.


Stare miasto jest pięknie położone, tuż przy porcie, ukryte za wielkim murem.


Ale zanim zgłębiliśmy skarby bazyliki i wspięliśmy się na tę zachęcającą dzwonnicę, trzeba było dzieci rozruszać inną atrakcją z przewodnika. Przy 35 stopniowym upale Najlepsze Lody w Mieście to najodpowiedniejszy cel wyprawy. Wszyscy ochoczo zagłębili się w wąskie uliczki.




Szukaliśmy polecanej lodziarni Fontana. I choć mieliśmy adres, to minęliśmy chyba z dziesięć innych lodziarni (35 stopni obowiązuje do końca wycieczki), aż w końcu zaczęliśmy się trochę kręcić w kółko.

Dziewczynki wykorzystały moją słabość do rękodzieła i bez zbędnych nagabywań dałam się namówić tu na pamiątki. Wypełnione lawendą!
Gdy spojrzałam na najmłodszych, to już właściwie skapitulowałam z tą Fontaną.


Na szczęście Maciek nie odpuścił, i zamiast kierować się obiecującym drogowskazem ze zdjęcia powyżej polecił nam przejść jeszcze kawałek alejką, przy której siedzą Hania z Lulkiem. I bingo, jest!

I to dopiero była frajda! Co tam się działo - panowie za ladą... żonglują gałkami, i to jak! Albo celują wprost do rożków trzymanych przez klientów...! Wśród aplauzu i braw. A jaki wybór! Jakie rozmiary porcji!! I, jakie pyszne!!!



Dość powiedzieć, że Róża nad swoją porcją lodów wyłuszczyła nam swój plan na życie. Otóż, wyjdzie za Chorwata, a następnie założy taką właśnie lodziarnię.
Chorwaccy kawalerowie, lepiej zacznijcie ćwiczyć żonglerkę! Macie jeszcze sporo czasu (prawda?..).


Wprawieni w doskonały nastrój śmiało ruszyliśmy na podbój bazyliki.



Najpierw wdrapaliśmy się na wieżę, skąd rozciąga się fantastyczna panorama:






A potem bazylika z przyległościami. Sporo do podziwiania, szczególnie, że Maciek, jak już zapłaci za bilet, to lubi obejrzeć wszystko, i to dokładnie.

Słynna mozaika z rybą, ułożona przez pierwszych chrześcijan.


Na samym końcu świątynia. Niezwykle nastrojowa i wzbudzająca autentyczny podziw. To wszystko powstało ponad półtora tysiąca lat temu!






Wychodziłam z ociąganiem. Ale chłopcy mieli jeszcze obiecane, że po drodze zahaczymy o jaskinię Baredina, niedaleko Porecu. Rzutem na taśmę zdążyliśmy na ostatni kurs o 18.00.
Tym razem wytwór natury, a nie człowieka zachwycił. Schodzi się bardzo głęboko, ponad 50 metrów (i jest otwór dla fachowców na kilkaset kolejnych metrów głębiej!). Na samym dnie są słynne białe jaszczurki (chociaż to raczej płazy).
Nie byliśmy co prawda w słynnej jaskini Postojnej, ale Baredina w pełni zaspokoiła apetyt na takie atrakcje, i to w nieporównanie niższej cenie.


Wokół jaskini jest jakby małe ranczo z różnymi zwierzątkami, ale my, z racji późnej pory załapaliśmy się jedynie na parę pogłaskań.



Sporo tego jak na jeden dzień. Dzieci stanowczo zaprotestowały przed drugą wycieczką, która miała odbyć się do Triestu. Zresztą zgodnie stwierdzili (łącznie z Maćkiem), że niedzielny wypad na mszę do sąsiedniej wioski zalicza się do zwiedzania. No i co tu z takimi zrobić?


Nie martwcie się, w Wenecji sobie odbiłam. Co za parę dni opiszę.

11 komentarzy:

  1. Jak czytam o tych 35 stopniach, to cieszę się, że mogę przeżyć tę wycieczkę z Wami przed komputerem, w 21 stopniach... Ciekawa ta Chorwacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto się trochę spocić :-))

      Usuń
  2. Chorwację wspominam jako raj na ziemi, byliśmy tam z mężem jako narzeczeństwo, teraz prędko się nie wybierzemy zwłaszcza, że za kilka miesięcy i my zostaniemy rodziną wielodzietną :) Masę pytań mi się nasuwa, jak przeżyliście podróż, jak znaleźliście to urocze noclegowe miejsce z ogródkiem (czy jechaliście w ciemno czy rezerwowaliście z Polski, czy przez jakiś portal czy z polecenia), no i muszę zapytać skąd ta piękne sukienka z pierwszego zdjęcia poprzedniego posta- prześliczna. się nad tymi pięknymi zdjęciami i nas Waszą piękną rodziną :) Pozdrawiam gorąco :) i czekam na post z Wenecji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim ogromnie gratuluję powiększenia rodziny! Witaj w zaszczytnym gronie matek wielodzietnych :-))
      Ta masa pytań zainspirowała mnie, żeby zrobić wpis organizacyjny, ale to jeszcze chwilkę, bo wakacje na wsi nie są tak statyczne, jak mogło by się wydawać - m.in. dlatego odpisuję dopiero dziś...
      Mam nadzieję, że nie spieszy Ci się z odpowiedziami - bo jeśli tak, to proszę mnie ewentualnie popędzić ;-)

      Usuń
  3. co za lody i artyzm lodziarzy :)
    jak będziemy znów jechać w tym kierunku koniecznie muszę ją odwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, koniecznie! Mają też spory i przestronny ogródek, nie to co inne mijane przez nas lodziarnie. Pozdrowienia :-)

      Usuń
  4. Nas jakoś Porec nie urzekł... spędziliśmy tam jedno późne popołudnie i niestety bazylika była już zamknięta :( Moim ulubionym miejscem na Istrii jest Rovinj, prawdziwa perełka :)
    Z niecierpliwością czekam na Wenecję, do której podchodzę zawsze (byłam już trzy razy) z mieszanymi uczuciami: z jednej strony uwielbiam te uliczki, mostki, kanały, z drugiej męczy ilość turystów.
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rovinj zostawiliśmy sobie na następny raz.
      A na Wenecję miałam pewien (autorski ;-) pomysł, też już się nie mogę doczekać, żeby się tym podzielić. Chwilowo jednak 'tu i teraz' jest bardziej angażujące niż wspomnienia :-)

      Usuń
  5. Iza, mam sto pytań do.
    Ile czasu zajęła Wam podróż?
    Co polecasz do słuchania (audiobook) - tak, żeby wszyscy byli zainteresowani (moja gromadka jest podobna wiekowo)?
    No i to by było na tyle. Kolejne 98 pytań Ci daruję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jak już wspomniałam odpowiadając piernikowo-cynamonowo, postanowiłam zrobić wpis informacyjny, może się jeszcze w parę hipotetycznych pytań wstrzelę.
      A na szybko te audiobooki - może to na już potrzebne? Lubimy bardzo różne rzeczy - w tamtą stronę wysłuchaliśmy całej "Mania czy Ania" (prawie 4 godziny), a w tę głównie Baśnie Andersena, czytane genialnie przez Jerzego Stuhra. Maciek robi nam odsłuch całej dyskografii Lao Che, wszyscy bardzo polubiliśmy Muchy, szczególnie za Terroromans, ale to dość specyficzne gusta. Gdy ja prowadzę, a wszyscy śpią, to wyciągam swoje płyty z lat studenckich, z Belle&Sebastian na czele ;-)

      Usuń
    2. Dzięki! U nas też Lao Che i Strachy na Lachy Jarecki zapoda na bank :))
      Wyjeżdżamy w środę, więc na dobór audiobooków najwyższa pora :)

      Usuń