czwartek, 9 lipca 2015

przed nami długa droga - a tak było rok temu w Rumunii

Wyjazd już w piątek, jestem bardzo podekscytowana. Nowy kierunek, nowe wrażenia, nowy skład (zabieramy Figę). I może nawet marzenia o Wenecji się spełnią..?

Oczywiście towarzyszy mi też zdenerwowani i lekki strach. Dla dodanie sobie otuchy publikuję obiecaną drugą część podróży naszej zeszłorocznej wielkiej podróży, czyli drogi powrotnej przez Rumunię (pierwsza tu, naprawdę to było ponad dwa miesiące temu?! oj, chyba nie jestem zbyt sumienna).

Wracając z Bułgarii zatrzymaliśmy się w mieście Kluż-Napoka. Wtedy jeszcze nie znałam Paryża i uważałam, że on tak właśnie wygląda. No nie do końca, ale miasto ma taki europejski sznyt.













W końcu założyciele miasta pochodzili z Cesarstwa Rzymskiego, co widać na każdym kroku.

Nocowaliśmy w przecudnym apartamencie, urządzonym jakby w antycznej piwniczce, chętnie spędziłabym tam więcej czasu.





Tym bardziej, że miasto jest bardzo kuszące - pyszne lody, ciekawe sklepy u nas nieznane (kupiłam sobie strój kąpielowy!), parki. No i (ponoć) bogate nocne życie.
Jak już położyliśmy dzieci spać wyskoczyliśmy z Maćkiem za róg naszej miejscówki i w najbliższej kawiarni po raz pierwszy wypiłam Aeperol Spritz. I przepadłam. W Polsce robiłam potem jeszcze parę prób, licząc że odtworzę ten smak, ale to już nie było to. Może we Włoszech będzie też tak dobry, liczę na to...

Jeszcze zrobiliśmy sobie zdjęcie w lustrze na wystawie:


I wróciliśmy by zastać taki widok:


Obiecaliśmy sobie, że do Rumunii musimy wrócić. Na dłużej, i jak się da, to też na sam weekend tylko we dwoje - trafiają się tanie loty z Wizzairem na trasie Warszawa-Kluż.

A teraz już naprawdę zabieram się za pakowanie!

1 komentarz:

  1. Życzę szerokiej drogi i szczęśliwego powrotu!

    OdpowiedzUsuń