poniedziałek, 1 czerwca 2015

Jesteś szalona, Madiko - nie tylko w dzień dziecka

Książki Astrid Lindgren  znamy i uwielbiamy chyba wszystkie - a stare, szwedzkie ekranizacje naprawdę dzielnie dotrzymują im kroku. Wielu z nich nie da się łatwo zdobyć i obejrzeć, ja na przykład już dawno szukam Emila zapamiętanego z dzieciństwa ("Eeeeeeeeeeeeeeemil!!!" Kto tego nie pamięta?..) i nic.

Do takich perełek należy Madika, a właściwie druga część filmowych przygód, czyli "Jesteś szalona, Madiko" (chociaż w książce to przetłumaczyli jako "Ty nie masz dobrze w głowie, Madiko" co lepiej według mnie oddaje ducha).

Kino Muranów z okazji Dnia Dziecka zorganizowało pokazy, więc skwapliwie skorzystaliśmy. I w sobotę, i w niedzielę. Najpierw nowe przygody dzieci z Bullerbyn, no i Madika.

Obydwa filmy wspaniałe, no ale Madika robi naprawdę silne wrażenie - tak niepoprawny politycznie film już na pewno nie powstanie, przynajmniej nie w takiej nieocenzurowanej wersji.

Już przy czołówce zaczynam rozumieć, dlaczego nigdy o tym filmie nie słyszałam (oglądaliśmy tylko dostępną na DVD pierwszą część). Czysta niewinność fika nam beztrosko po przepięknie staroświeckim, staro-szwedzkim pokoju (na wnętrza nie mogłam się dość napatrzeć), przypominając nam dobitnie i z goryczą, że kurczę, teraz to się już tak nie da.

A potem się rozkręca - alkoholik kopcący cygara,  bezkompromisowa a jednak niezwykle urocza scena odwszawiania, dyscyplina szkolna, służące. Mogłabym tak wyliczać.

No i najważniejsze - dzieci. To, jak są traktowane przez dorosłych: topienie ołowiu przy blasku dziesiątek świec - co w tym złego? Powrót ze szkoły przez śnieżycę - oczywiście. Pozostawienie dwulatki na cały dzień pod opieką dziesięciolatek - proszę bardzo. To się działo w Bullerbyn. Ale na czerwcowym Wzgórzu też jest nieźle - pięciolatka tłucze dla zabawy prawdziwym młotkiem w prawdziwe gwoździe, dwunastolatek spędza dnie na pieczeniu obwarzanków, a ognisko (tuż obok lasu) ma trzy metry wysokości. Stuprocentowa niepoprawność. W książce jakoś łatwiej taki świat przełknąć, a zobaczyć to jednak co innego.

Ale najlepsza jest scena z chodzeniem po dachu. Szkoły, która ma tak około trzech pięter. Lulek bardziej to przeżył niż wszystkie Gwiezdne Wojny razem. I to co następuje potem. Swoją drogą każdy aktor świetnie dobrany (chociaż uznaliśmy zgodnie, że siostra Mii, mała Matis mogłaby być lepsza).

Jest moc w tych filmach. Jak macie możliwość i okazję, to gorącom zachęcam - festiwal jest do jutra (Madika o 9:30...).

A po pokazie filmowym fajne warsztaty - można było na przykład zrobić sobie piłeczkę - z ryżu, kawałka rajstopy i dwóch baloników.












Po powrocie z kina była wielka feta, bo odebraliśmy Babcię B. i Ciocię Alę prosto z Krety. Pozdrawiamy serdecznie!


2 komentarze:

  1. Jaka szkoda, że takie rzeczy tylko w stolicy! My uwielbiamy książki Astrid! dzieci z Bullerbyn ja znam na pamięć (przeczytałam setki razy)a dzieci nie gorsze. Obecnie czytamy na przemian Emila i Pippi. Szukałam też im w necie filmu o Emilu... ale nic, na youtube jest owszem, ale po czesku jeśli dobrze pamiętam :) pozdrawiamy!,

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to był za obiad - pyszne, wiosenne dania ! Dzięki raz jeszcze !

    OdpowiedzUsuń