środa, 17 czerwca 2015

czarno-biała wiosna

Kiedy wywoływałam te moje analogowe zdjęcia to znienacka przypomniałam sobie, jak bardzo byłam kiedyś (ponad dziesięć lat temu) przekonana, że ja tam żadnym aparatem cyfrowym zdjęć robić nie będę - nigdy w życiu. Cha, cha, dość szybko o tym zapomniałam. Nawet nie wiem kiedy, może po pierwszym miesiącu przesiadki na cyfrówkę.
Ba, starego Nikona F50 oddałam do rodziny, która jakoś nie doceniła specjalnie tego gestu (to o Tobie Gabrysiu ;-).
A jednak, jednak, kiedy przeglądałam moje albumy ze zdjęciami (wraz z analogiem skończyły się i albumy), zachwyciły mnie jeszcze bardziej niektóre z nich. I zatęskniłam za swoim starym aparatem. Niezbyt to ładnie z mojej strony, ale poprosiłam o zwrot darowizny.
I teraz, jak mam trochę czasu to kupuję kliszę i próbuję wywoływać tę magię. Faktyczną, czy urojoną? Grunt, że sprawia mi radość.
Choć ciągle mnie dziwi, jak trudno zrobić zdjęcie takim aparatem - a kiedyś tak nie myślałam. Kiedyś.










2 komentarze:

  1. Jestem miłośniczką wywoływanych zdjęć, szczególnie klasycznych, z negatywu. Właśnie poszukuje dobrego laboratorium bo odkryłam całe mnóstwo negatywów do wywołania a ze starymi to nie tak prosto jest...

    OdpowiedzUsuń