piątek, 13 marca 2015

Paryż: dzień trzeci i ostatni...

Trochę mi to zeszło. No ale tak to jest - trzy dni w Paryżu, a potem pracuj za trzech. Witaj 14-godzinny dniu pracy...
Ale nie tylko to. Również żał mi było tak się symbolicznie z Paryżem rozstawać. Podróż krótka, intensywna, zostawiła mnie z pewną nostalgią i uczuciem niedosytu. Będzie o czym marzyć, przynajmniej bardziej realny kształt te wyobrażenia mogły nabrać (ja, w zwiewnej sukience, jadę na rowerze przez Pola Elizejskie...).
Zresztą, nie ma co popadać w melancholię, wiele z listy "muszę to zobaczyć" udało się zrealizować. W tym wizytę na słynnym cmentarzu Pere Lachaise. Jakoś bardzo chciałam odwiedzić grób Szopena, a i Róży i Ignasiowi ten pomysł się spodobał.
Ostatniego dnia już przed 13 musieliśmy się meldować w pociągu, więc akurat rano był czas na taki spacer. Pożegnaliśmy nasze mieszkanko, i w drodze do metra, w piekarni  (tej samek, w której jedliśmy śniadanie dzień wcześniej) kupiliśmy trzy bagietki, pięć makaroników i creme brulee dla Maćka (przez co miałam małe kłopoty przy kontroli lotniskowej, ale pani strażniczka powąchała i przeszedł) - to znaczy kupowała Róża, ćwiczenia!
Co ciekawe, sprzedawcy kasztanów już później ani razu nie spotkaliśmy (choć byliśmy nawet na placu Pigalle!). Dobrze, że spontanicznie przy naszym pierwszym zetknięciu na stacji metra skusiliśmy się na nie, smak warty wspomnienia. Maciek ciągle kręcił nosem, że jak to tak, ledwie nogę postawiliśmy w Paryżu, a już się rzuciliśmy na kasztany. A tak to co, żałowalibyśmy tylko zmarnowanej okazji. Przypomnę mu to, jak będzie chciał kiedyś hamować konsumpcyjne porywy.

Sam cmentarz robi wrażenie, oczywiście. Zaskoczyło mnie jak jest gęsto "zaludniony", ledwie można się przecisnąć między grobami - zupełnie jak u nas. Na mapie przy wejściu można sprawdzić gdzie leżą najsłynniejsi ludzie, okazuje się, że warto się kierować numerami - ja wizualnie stwierdziłam, że piąta większa alejka na prawo i pół godziny później błąkaliśmy się to tu, to tam, aż dopytałam innych turystów. Okazało się, że to co brałam za małe alejki, to były właśnie te duże. Szopen leży bardzo blisko wejścia w sumie, a my przeszliśmy prawie cały cmentarz. To nic, piękny jest.
Ciekawe są nagrobki z umarłym leżącym na płycie. Nigdy takich nie widzieliśmy, tam całkiem częste.




Innym niezwykłym dla nas obyczajem były kwiaty, piękne bukiety, położone po prostu na grobie, nawet nie rozwinięte z papieru. To znaczy nie wiem czy to jest obyczaj, za pierwszym razem myśleliśmy, że ktoś je po prostu zgubił, bo tak to trochę wyglądało, ale potem jeszcze na dwóch grobach takie same widzieliśmy. I to wcale nie na jakiś słynnych grobach.



Chociaż te słynne też niekoniecznie są monumentalne. Wyobraźcie sobie, że minęliśmy grób Szopena rozglądając się za nim! Chwila konsternacji, ale zaraz Róża wzięła się za zawieszanie wianka z bluszczu (po drodze splotłam go naprędce z resztek, które odciął mijany przez nas ogrodnik), a Ignacy zaintonował "Wieczny odpoczynek".




Akurat jacyś Francuzi przechodzili obok i patrzyli na nas, jak na przedstawicieli jakiegoś egzotycznego ludu, ale my byliśmy bardzo dumni. Nasz 'Szopę'...



Jeszcze parę ostatnich zdjęć i trzeba wracać.





Droga powrotna niby już znana, ale znowu nie było łatwo znaleźć pociągu. Potem okazało się, że autobus na lotnisko odjechał 5 minut temu i postanawiamy iść na piechotę, to niby tylko 3-4 km. Nie odeszliśmy daleko od przystanku, gdy Róża woła, że tam jedzie jakiś autobus. No to pędzimy biegiem z powrotem i rzeczywiście, nasz, ani chybi spóźniony (do tej pory wszędzie była wielka punktualność więc nie liczyliśmy na taki zbieg okoliczności). Przyjeżdżamy na tyle wcześnie, że wciąż mi się zdaje, że nasz samolot już odleciał... Tak to musi być z traumatycznymi doświadczeniami.

Zamiast podsumowania, jeszcze taka myśl, że przede wszystkim cieszę się, że mogłam tak intensywnie spędzić czas z moimi starszakami. Ostatni raz tak długo sama z nimi to byłam jeszcze przed urodzeniem Hani, czyli .. 8 lat temu. To było bardzo ciekawe zobaczyć jak sobie radzą z trudnymi sytuacjami, ze zmęczeniem, z nieśmiałością. Co ich fascynuje, o czym myślą. Dużo rodzicielskiego materiału.
Znowu poszerzyły mi się horyzonty.
A na koniec - chciałam mieć paryskie zdjęcie, w klimacie, no i mam. Dobra robota Róża!




Dziękuję za wszystkie przemiłe słowa pod poprzednimi wpisami! Au revoir!

22 komentarze:

  1. Dla mnie Twoja wycieczka była bardzo inspirująca i doskonale rozumiem to, co piszesz o spędzaniu czasu ze starszakami.
    Ja jutro wyprawiam sie z moimi co prawda tylko do stolicy za miedzę ale strasznie sie cieszę, że mam z kim zostawić maluchy i będę mogla wznieść sie ponad poziom obsługi wózka i dystrybutora przekąsek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to właśnie. Zupełnie inaczej, niż gdy jesteśmy całą grupą - wielozadaniowość wtedy na pierwszym miejscu. Maluchy są słodkie, ale ze starszakami to już zbieranie plonów :-)
      A czyżby jutro na pw junior? Udanej wyprawy życzę, będę się rozglądać :-))

      Usuń
  2. Twoje, Izabelo, zdjęcia na koniec reportażu - rewelacyjne ! Piękna, prawieczterdziestolatka, jestem dumna, że taką mam córkę ( oczywiście, jedna z trzech wspaniałych ). Cmentarz bardzo ciekawy, te pomniki oryginalnie piękne, chociaż trochę ciasnawo... Cieszę się, że tyle zobaczyliście i przeżyliście niezwykłe chwile. Powinnaś dostać order : Prawdziwa Mama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziękuję..!
      Tyle miłych słów, chyba trzeba zacząć częściej podróżować :-))
      Całusy!

      Usuń
  3. No właśnie, chyba najbardziej podoba mi się charakter wyjazdu, tylko ze starszakami, choć Paryż też ciekawy ;) Jeszcze nie byłam, na pewno kiedyś nadrobię. Ostatnie zdjęcie cudne :)
    Pozdrawiam
    Asia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! I patrzcie proszę, byłam gdzieś przed Tobą ;-)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Iza, a tak a propos, kupowaliście bilety do Paryża z jakimś większym wyprzedzeniem? Szukam właśnie, no i te ceny nie są niskie, nawet Ryanairem. Napiszesz ile płaciliście? Ciekawa jestem czy można kupić taniej, czy po prostu ten kierunek jest droższy. Lata temu kiedy latałam, czasem taniej wychodziło lotem czy air france, no i teraz jakoś też ta taniość tanich linii nie poraża..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że spytałaś :-)
      Serio, to koszty niestety trochę mnie zaskoczyły. Podsumuję tu krótko, może się jeszcze komuś przyda - chyba sporo dziewczyn, które tu zaglądają marzy też o Paryżu :-))
      Samolot to jakieś 25% całości, przy czym faktycznie nie jest aż tak tani. Ja zapisałam się na newsletter fly4free żeby śledzić na bieżąco (minus - min. 4 maile dziennie) i nie widziałam tańszej opcji niż 78 zł w jedną stronę. My za tyle wracaliśmy (ryanair) a lecieliśmy za 98 (wizzair) - chodziło też o to, że jeden lata rano, a drugi po południu. Do tego w ryanair można przewieźć w cenie jedną torbę więcej, ale nie to żebyśmy skorzystali...

      Przejazd w jedną stronę z taniego lotniska w Paryżu: nasz kombinowany 11 euro dorosły i 5 euro dziecięcy plus 3x1 euro autobus, czyli całość 60 euro vs. autokar 95.5 euro (online) lub 102 na miejscu. Dla uczciwości trzeba dodać, że pociągiem około 40 min. dłużej.

      Komunikacja w Paryżu: bilety kupowane po 10 sztuk kosztują 12 euro (pojedynczo 1.70), wystarczyły nam 3 takie komplety.

      Bilety wstępu: zastanawiałam się nad kartą ParisPass za 42 euro, ale nie wszystkie miejsca są w cenie. W sumie za wstęp tam gdzie chcieliśmy zapłaciliśmy około 40 euro. Plus 42 wieża Eiffela...

      Mieszkanie 100 euro; taniej dla 3 osób to znajdowałam tylko jakieś obskurne hotele ze wspólnymi salami na kilka(naście łóżek) i wtedy to mogło kosztować 78 euro...

      Jedzenie plus pamiątki - wolałam dokładnie nie sumować, trzeba by spytać Maćka ;-)

      Ważne jest to, że dzieci do 12 lat nie płacą za komunikację (w pociągu zniżka) - Róża kończy 12 w sierpniu, na pociąg jej kupiłam ulgowy, ale w metrze nie miałam odwagi, bo jednak rocznikowo 12.... Wniosek: z Hanią trzeba by pojechać nie później niż za 3 lata ;-) W sumie nie taka odległa perspektywa.

      A, oczywiście do wszystkich muzeów dzieci (do 25 lat?) mają wstęp wolny! Czyli to moje 40 euro to tylko za mnie...

      Uff, wyczerpująca odpowiedź mam nadzieję, jeśli by były jeszcze jakieś pytania chętnie napiszę!

      Usuń
    2. Dzięki :) Mnie wyszło jakbym nie patrzyła 1000 zł za lot w ta i z powrotem za 3 osoby ( Amelka płaci..) I się dlatego zastanawiam, bo to jednak nie jest aż tak tanio, zwłaszcza jeśli doliczyć do tego koszty dojazdu z /na lotnisko na miejscu i w Warszawie/ Modlinie. Wtedy czasami lot na CDG wychodzi taniej, jeśli się kupi w promocji, no i jeszcze jeść dadzą;) Muszę jeszcze pokombinować, bo nam się marzy Disneyland, głównie dla A.
      Mieszkanie to super opcja i już zapisałam tą stronę, bo nawet 8 lat temu, kiedy byłam tydzień w Paryżu z Mariuszem, to nie było opcji, żeby znaleźć hotel poniżej 50 euro za dobę. Wtedy wybraliśmy camping paryski, ale dziś już by mi się nie chciało;) Takie mieszkanie jest idealne!
      Dzięki! Pozdrawiam!

      Usuń
    3. aa i patrzę w okresie kwiecień -wrzesień - więc teoretycznie z wyprzedzeniem.. muszę zatem popolować na promocję, bo jednak może by się dało zejść chociaż z kosztu lotu...

      Usuń
  5. Piękna ta Wasza wycieczka, z wielu względów. I piękny portret Ci córka zrobiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie dziękuję! Z portretu bardzo się cieszę. Choć fotograficznie to nie był wyjazd marzeń niestety. Raz, że czasu trochę mało, a dwa, że przed wyjazdem znalazłam tylko dwie karty (ekhm). Z całego wyjazdu mam jakieś 350 zdjęć. 350! Z Paryża..! Już nawet w akcie desperacji chciałam pod katedrą Notre Dame dokupić jedną kartę, ale jakoś tak cena 30 euro ostudziła mój zapał...
      Ale to też jest tak, że na zdjęcia naprawdę potrzeba trochę czasu, więc w sumie... Wolę coś przeżyć niż sfotografować :-)

      Usuń
  6. Bardzo zacna ta Wasza wyprawa! I ten smaczny jak creme brulee reportaż :-) Dziękujemy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, co za komplement, krem był pyszny, chyba... Maciek podzielił się z nami wielkodusznie i pod wpływem wrażeń jakoś nie dałam rady rozsmakować się w mojej łyżeczce :-))

      Usuń
  7. Gratulacje dla Róży za piękne zdjecie !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Róziu, następnym razem nie daj się namawiać :-))
      Dzięki, Dorotko, pozdrowienia!

      Usuń
  8. Rzeczywiście ciekawe te nagrobki z rzeźbami, a bukiet róż jaki piękny...Tchnie taką słodką, subtelną melancholią. Paryskie zdjęcie - świetne! Róża spisała się na medal, a Tobie pięknie w tym kapeluszu :)
    Siły i uśmiechu życzę w tym natłoku pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, już wróciłam do normalności, chyba?
      A te bukiety, to może tak symbolicznie, że to wyraz hołdu, tęsknoty, który nie ma cieszyć oczu żyjących..?
      Pozdrowienia!

      Usuń
  9. Pięknie to wszystko opisałaś... i na zdjęciach jesteś taka paryska... wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie! I A mama 4 dzieci (kiedy to się stało?!) przepiękna! :)))
    Maria

    OdpowiedzUsuń