poniedziałek, 1 grudnia 2014

andrzejkowe szaleństwo

To chyba andrzejkowe szaleństwo mnie ogarnęło, gdy w czwartkowy wieczór rzuciłam się do szycia Hani sukienki na piątkową imprezę. Wszystkie szmatki były w szafie (aksamitna sukienka, wiskozowa spódnica, jedwabna poszewka na poduszkę, moskitiery z lidla, filc), pomysł na pintereście, maszyna na stole. Nawet nici nie dobierałam. I teraz to Hani ulubiona sukienka, nosiła ją jeszcze i w sobotę, i w niedzielę. Chyba dlatego, że ma taki rockandrollowy charakter, zupełnie jak Hania!








7 komentarzy:

  1. Niesamowite, to mnie po prostu przerasta, czy Ty Izabela nie planujesz jeszcze podróży na Księżyc !? Brak słów... podziwu :)).

    OdpowiedzUsuń
  2. Iza ty jesteś szalona! Kiedy ty masz na to czas :) Super!
    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, to że mam na TO czas, oznacza, że nie mam na co innego... A szaleństwo może być w genach ;-)

      Usuń
  3. Nie mogę wyjść z podziwi, że robisz te wszystkie rzeczy :) Jeśli tego uczą na PW, to żałuję, że robiłam tam tylko jakąś podyplomówkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czasem na bardzo nudnym seminarium lubię sobie wyobrażać, że tematem jest jakieś pasjonujące DIY :-)
      Póki co, jednak nie. Ale to czym ja się zajmuję na PW bardzo mnie wciąga, żeby nie było... ;-) Na jesienną melancholię nie ma jednak jak rękodzieło.

      Usuń