czwartek, 4 grudnia 2014

adwentowe oczekiwanie

Jak dużo wnosi w nasze życie Boże Narodzenie! Jak by to było bez niego? Pamiętacie Narnię: Ciągle zima, lecz nigdy Gwiazdka; mówiący wszystko opis tej krainy pod panowaniem Białej Czarownicy.
Oczywiście te sezonowe ozdoby, te wszystkie świece, śnieżynki, bałwanki są bardzo ładne i miłe, ale czyż dopiero symbolika kryjąca się za wieńcem adwentowym, kalendarzem, lampionami nie wyzwala całej prawdziwej radości i energii? Czekamy więc, i jest to jedno z najprzyjemniejszych oczekiwań.
Jeśli mowa o kalendarzu, to cieszę się, że nasz zrobiłam już pięć lat temu. I że zrobiłam w nim takie małe kieszonki, to bardzo dobry sposób na nadmiar. Oczywiście jest pewnym wyzwaniem wypełnić te kieszonki drobiazgami dla dwóch chłopców i dwóch dziewczynek w różnym wieku, postawiłam więc na małe, ale w miarę oryginalne smakołyki (na szczęście to Warszawa, nie brak różnych lokalnych, lecz wielkoświatowych sklepików).
Chciałam tylko zacząć bardziej ambitnie i przez pierwsze cztery dni każdy miał otwierać prezencik tylko dla siebie - z ładną ochronną pomadką do ust. Zaczynał Lulek i niestety, zatonął we łzach... Dobrze, że zawsze jakiś gadżecik mam gdzieś schowany, tym razem uratował nam adwent.
W każdym razie, słodycze cieszą każdego. Plus trzy żelazne, wyczekiwane przyjemności - pieczenie pierniczków, spacer na gorącą czekoladę, no i wizyta u zakładowego Mikołaja z pracy taty. Są też i inne tradycyjne aktywności, ot choćby Roraty, czy robienie kartek, jednak planowanie ich z wyprzedzeniem to dla mnie zbyt dużo trudu, stresu i frustracji, jeśli by odczytanych rano planów nie udało się zrealizować. Bo że prędzej czy później by się nie udało, to pewne.
Cieszą mnie te wszystkie nasze małe tradycje.


Zegar ciągle nie przestawiony na czas zimowy :-)








1 komentarz:

  1. Przyłączamy się do Waszych " wędrówek" po światełko bożonarodzeniowe... Ja już ćwiczę kolędy na chórze. Uściski !

    OdpowiedzUsuń