poniedziałek, 13 października 2014

filcowy koszyk na rower DIY w wyprawie po orzechy

Jak pewne pamiętacie, Ludwik lubi podróżować na swoim rowerze w stroju nietoperza (o czym tu). Lubi też klocki lego. A że czasem nie mógł się rozstać z ulubionym ludzikiem nawet w czasie jazdy, to podsunęło mi myśl, że przydałby mu się koszyk na rower, taki jak mój. Kiedyś miał podobny, plastikowy, ale szybko się połamał, po kolejnym upadku. Zaświtała mi więc idea, aby koszyk zrobić samemu - będzie nie tylko funkcjonalny, ale i piękny, he, he.
Nietoperz jako motyw przewodni nasuwał się sam (poza tym, zostało mi jeszcze sporo czarnego filcu po uszyciu nietoperzowego stroju...). I jak już mi przyjdzie taki genialny pomysł do głowy, to czas się nagle rozciąga w magiczny sposób i okazuje się, że w dwa wieczory mogę go zmaterializować.
Parę szczegółów technicznych - czarny filc jest typowy, cienki, więc cała konstrukcja jest z takiego grubego, około półcentymetrowego filcu, który kiedyś kupiłam w sklepie z linami i sznurami (nie wiem dokładnie do czego on służy). Mimo jego grubości (ledwie się mieści pod stopkę igły) byłam zadziwiona z jaką łatwością maszyna sobie z nim radzi. Ręcznie musiałam tylko przyszyć szelki (stary plecak) i parę końcowych detali. Wszyłam też czerwoną podszewkę zawiązywaną jak woreczek, żeby przy upadkach zawartość nie wysypywała się na ziemię.
Czy Ludwikowi się spodobał? Ba!






Sprawdza się doskonale, o czym mogę napisać z pełnym przekonaniem, bo jest użytkowany już od września. Nie miałam wcześniej okazji spokojnie go sfotografować - nadarzyła się w tę przepiękną sobotę.
Dzień jak marzenie, wyruszyliśmy więc porozglądać się za orzechami. Nic dalekiego, po prostu Siekierki, ale w ten dzień chyba każdy zakątek kraju wyglądał cudownie. Tak było i u nas.








Było wspinanie po drzewach i przedzieranie się przez krzaki. I były orzechy! Dużo orzechów, większość z naszego sekretnego miejsca, do którego nie docierają ani bezdomni, ani inni rowerzyści.




W niedzielę zajrzeliśmy tam jeszcze raz. Co prawda dziewczyny niezbyt pomagały, bardziej niż zbieraniem były zainteresowane pozowaniem w swoich kościelnych ciuszkach. Słowo daję, że nie zachęcałam ich do tych póz!






Ale i tak zapełniliśmy mój koszyk jeszcze raz. Gotowi do zimy!


6 komentarzy:

  1. Ale u Was cudnie jesiennie!!! :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba ten koszyk opatentować, Świetny pomysł ! Moje uznanie, za zbieranie orzechów również. Ja mam spory zapas dzięki Piotrkowi Karoliny. ( Orzechy i jabłka ). Stylizacja modelek - super ! Pozdrawiam wszystkich, babcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, podejrzewam, że w Chinach już coś takiego robią ;-) Całusy!

      Usuń
  3. Koszyk nietoperz REWELACJA!!! mój synek też ciągle ma lego w kieszeniach :) Muszę więc pomyśleć o wykonaniu takiego dzieła. My też właśnie zbieramy orzechy w ogrodzie , wczoraj uzbieraliśmy dwa kosze ...W tamtym roku wpadłam na pomysł, aby je obierać i mrozić. Przez cały rok mamy pyszne orzechy , które codziennie podjadamy .Polecam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, orzechy we własnym ogrodzie to dopiero bajka. I po orzechu świetnie się wspina! Pomysł z mrożeniem intrygujący, ale chyba nie wypróbujemy - rozłupane znikłyby zanim zdążyłabym włożyć do lodówki. Zresztą lubimy tak sobie siedzieć przy stole i łupać, nawet podsuszone :-)
      Pozdrowienia!

      Usuń