poniedziałek, 1 września 2014

Pierwszy dzień

Udało mi się przekonać dzieci, że to nasza tradycja i mam zdjęcia. Jak się zmieniali można porównać tu i tu (to już trzeci rok na blogu, serio?).





Szczerze mówiąc, to trochę mnie te zdjęcia kosztowały. Prawie wszyscy mieli wyruszyć na dziewiątą, a tu się okazuje, że mój aparat po wakacjach już całkowicie odmówił posłuszeństwa. Nie poddaję się i wygrzebuję stary - oczywiście z rozładowaną baterią, no to tylko trzeba podładować (czytaj: znaleźć również odpowiednią ładowarkę). Po jednym błyskawicznym ujęciu i popędzana przez zniecierpliwioną trójkę (Hania idzie z Maćkiem) wybiegam pędem. Oczywiście bez laptopa (mojego z pracy), o czym przez balkon informuje mnie Maciek. Ignacy zostaje oddelegowany po laptopa, a ja właśnie uświadamiam sobie, że nie wzięłam również plecaka z jedzeniem dla Lulka (przede mną kolejny rok gotowania dla mojego alergika...).

Sytuację rozładowuje dopiero widok Maćka w piżamie i sandałach, machającego na naszej ulicy plecaczkiem z pingwinami; wszyscy pękamy ze śmiechu. Happy end, nikt się nie spóźnia, dobrze się zapowiada. Ciekawe tylko czemu Maciek spontanicznie postanawia wziąć na dziś wolne, a gdy wracam z pracy śpi jak zabity? Jakieś ofiary muszą być...
Wszystkiego najlepszego w nowym roku! Szkolnym.

1 komentarz:

  1. Super !!! Taki krótki komentarz, bo pierwszy mi zjadło... Nie będę się powtarzać !

    OdpowiedzUsuń