czwartek, 18 września 2014

moja droga do szkoły

W tym roku znowu inaczej, łatwiej, fajniej. Dwa lata temu autobusem, mroczny czas przepychania się i dopominania o miejsce z moim trzylatkiem, torbą i plecakiem, a potem ze śpiącym tobołkiem - Lulkiem w stresie, czy zdążę do przedszkola po Hanię.
A teraz? W drogę do szkoły zabieram aparat.




To była Hania. Ignacy i Róża wychodzą wcześniej (oczywiście też z rowerami) i na dodatek wracając biorą ze sobą Hanię. Ameryka!

Ale najlepszy numer jest w tym roku z Lulkiem. W zeszłym tygodniu oznajmił mi, że nie chce jechać na foteliku, tylko sam na własnym rowerku. No dobra, ale prawie 5 km, z Mokotowa do Śródmieścia? I zdążyć na 9.00?! I pod tę wielką górę na ulicy Spacerowej (zwodnicza nazwa) podjechać???
Spróbowaliśmy jednak, pierwszy raz w asyście Maćka na wszelki wypadek i... od tygodnia tak właśnie jeździmy do i z przedszkola. Parę razy do tego jeszcze Ludwik się uparł, że pojedzie w stroju nietoperza. Jak pomyślę, że za dwa lata będę pokonywać tę trasę sama, to już mi żal tych dni.









 Tak się cieszę, że mimo że mieszkamy w Warszawie, to dzieciaki oglądają drogę do szkoły nie tylko zza szyby samochodu.

W szkolnym temacie ciągle, jeszcze tylko pochwalę się Hani nowym tornistrem. Poprzedni, który miała po Róży (kupiony 5 lat temu zanim zaczęłam przeglądać ladnebebe ;-) zupełnie się już zużył. Więc tym razem wymarzyłam sobie taki we francuskim stylu i udało mi się do tego marzenia przekonać Hanię. Wyszukałam w internecie ładny i nie najdroższy - o taki bakker właśnie, no i co za rozczarowanie jak już przyszedł - okazał się piękny, ale malutki, jak pół plecaka.
Odesłaliśmy i zamówiłam większy, no droższy i szary ale jak się już napaliłyśmy to trudno. Tylko, że ten znowu okazał się taki zupełnie miękki, szmaciany. Łatwo się pobrudzi, i w ogóle, znowu odsyłamy. Na tym zakupy w internecie się skończyły.
Ostatniego tygodnia pobytu w Świnoujściu wyskoczyliśmy na wycieczkę do Albecku, który jest tuż za granicą. Chłopaki pojechali zwiedzać muzeum lotnicze, a ja z dziewczynami miałyśmy sobie pochodzić po uliczkach. Weszłyśmy do malutkiego papierniczego i spędziłyśmy w nim całe nasze 1,5 godziny... Wyszłyśmy m.in. z tym cudnym plecakiem. Firmy tej (froy&dind) nie ma jeszcze w Polsce, a szkoda, bo zachwycające jest wszystko. Co najdziwniejsze, w tym małym sklepiku w Albecku zapłaciłam za ten plecak o 20 euro mniej, niż jest na stronie internetowej.
Tornister jest nie tylko śliczny, ale i funkcjonalny, duży przestronny (do kieszonki nakładanej mieści się śniadaniówka!) z organicznej bawełny pokrytej jakimś laminatem. Tyle radości :-)




I już zupełnie na koniec aktualizacja naszego biurka pod oknem. Doszły zielone szafki z szufladami i mnóstwo innych rzeczy (m.in. łóżko Lulka, który uwielbia słuchać Ani z Zielonego Wzgórza z audiobooka dziewczynek przed zaśnięciem).



Oczywiście tak pusty, biały blat biurka to tylko po mojej interwencji. Jest nad czym pracować!

18 komentarzy:

  1. Ślicznie u Was! Kolorowo, wesoło, i te rowerowe przejażdżki, jestem zachwycona! Tornister uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-) Póki pogoda sprzyja, a jak dalej, zobaczymy...

      Usuń
  2. No babcia nie jest zachwycona tymi rajdami Ludwika po ruchliwej Warszawie... Proszę, uważajcie na siebie !!! Oby zawsze dopisywało Wam szczęście !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, akcja jest zdecydowanie bez dramaturgii :-) Zresztą poruszamy się głównie po chodnikach. A Lulka trzeba podziwiać, bo wytrwały, odważny i zdyscyplinowany :-))

      Usuń
  3. Iza, ale fajnie macie, podoba mi się ta Wasza rowerowa rodzinna droga :-) A tornister boski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Joanno! Coś mnie nie dziwi, że Ci się podoba - rowery i kolory to Twoje tematy :-))

      Usuń
  4. Zakochałam się w tym plecaku. Cudny jest! A projekt biurka za pozwoleniem skopiuję u siebie dla dwóch dziewczyn w ich pokoju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę?! Bardzo miło to czytać...! Na plecak sama się nie mogę napatrzeć. Jedyny, który mnie nie irytuje, gdy leży pod nogami na korytarzu :-))
      A biurko to tylko nogi z Ikei i kuchenny blat - widziałaś już łóżko piętrowe? O, łóżko to jest projekt.. :-)

      Usuń
    2. Iza, spróbuje go kupić dla Zosi na przyszły rok, może wysyłają do Polski. Bo wizja, która przedstawiłaś - że to jedyny plecak, który nie irytuje walając się pod nogami - bardzo mnie zachęciła :-)

      Usuń
    3. Kuszące, prawda? Ja to mam czasem prawdziwą barykadę przy wejściu do domu, przynajmniej zdążą pozamykać komputery zanim mama się dostanie do środka :-)
      A po tornister to może lepiej do Albecku niż przez internet - myślę, że nadmorskie niemieckie ścieżki rowerowe by się Wam spodobały :-)

      Usuń
    4. Dołączam się do chóru zachwytu nad plecakiem :) Ja to bym chciała go zamiast torebki! I dla Ewki na za dwa lata też :)
      (poza tym nietoperz na rowerze mnie wzrusza :D i biurko/stół również - z chęcią bym przy takim pracowała...)

      Usuń
    5. O, super..! Czyżby szykował się nalot na Świnoujście w przyszłe wakacje?
      Warto, nawet jakby tornistrów miało nie być :-))
      Dziękuję za takie miłe słowa, fajnie przeczytać że wszystko się podoba :-)))

      Usuń
    6. Co prawda zachwyt nad plecakami był prawie rok temu, ale dziś przeczytałam o nich u Klęski Urodzajów i również jestem nimi zachwycona. Chce takie dla moich trojaków!!!!

      Usuń
  5. Ludwik jako nietoperek na rowerku jest bezbłędny :) my pokonujemy trasę do szkoły samochodem, ale aż chce sie patrząc na zdjęcia skorzystać z rowerów....
    Pozdrawiam ciepło
    Ps. Tornister marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może metodą małych kroczków? My pierwszy raz zaryzykowaliśmy z rowerkiem w drodze do kościoła, polecam ;-)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Ps Tornister naprawdę na 5+; niby mała rzecz, a cieszy :-)

      Usuń
  6. mijałam Was na Gagarina w ubiegłym tygodniu :)
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio?! Muszę pamiętać aby przybierać miły i uprzejmy wyraz twarzy na ulicy Gagarina :-))
      No i będę zachwycona jak mi następnym razem pomachasz, czy coś w tym stylu,
      serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  7. chciałam, chciałam, ale jakoś się zawstydziłam :) też byłam na rowerze :)
    A wyraz twarzy był odpowiedni, zrelaksowany taki, zupełnie niezwykły jak na tę porę dnia ;)
    Pozdrawiam, Justyna

    OdpowiedzUsuń