poniedziałek, 11 sierpnia 2014

nad bułgarskim Czarnym Morzem

Wróciliśmy. Wszystko co piękne kiedyś się kończy. Chociaż jak to stwierdził Ludwik "za dużo się już kręcimy" (dziś znowu chciał już się konieczne wyprowadzać, bo mu tu za ciasno - wszędzie dobrze?).

Nasza wielka podróż, po raz pierwszy tak długa i daleka może oficjalnie być uznana za zakończoną pełnym sukcesem, uf!
Trochę impresji postaram się tu jeszcze w najbliższych dniach zamieścić, a dziś tylko wrócę wspomnieniami do niezwykłych chwil w morzu. Morzu tak przypominającym z wyglądu te, które już znam (niemal od dziecka), a jednak dające niesamowite wrażenie kąpieli w najbardziej rozgrzanym jeziorze. Ciągle nie mogłam się nadziwić temu doświadczeniu. Euforia pierwszego dnia oczywiście nieco osłabła z upływem czasu, ale dziś, w nieruchawej spiekocie Warszawy dałabym wiele za jeszcze jeden skok przez fale.
















6 komentarzy:

  1. Zdjecie Syna na piasku urocze :) Wszystkie inne oczywiscie tez :))
    Przypomnialy mi sie moje wakacje z dziecinstwa w Bulgarii - to byl bardzo fajny czas...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Bułgaria to mityczna kraina z naszego dzieciństwa - choć w moim przypadku znana tylko z książeczek; opalone na heban blondyneczki które widywałam tu na plaży były jak żywcem wyciągnięte bohaterki z moich lektur. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. aaaaa jakie cudne krajobrazy, jakie piękne zdjęcia :))) Bosko!!! Też bym się chętnie przeniosła nad ten brzeg:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze ciągle słyszę szum tych fal.. :)

      Usuń