czwartek, 20 marca 2014

Embrace camera, czyli obiektyw na mamę

Gdy dwa z trzech ulubionych amerykańskich blogów ogłaszają fajną akcję, to naprawdę żal się nie przyłączyć. I chociaż u nas to nie Ameryka, to idea stojąca za inicjatywą jest jak najbardziej słuszna i u nas.
Chodzi mianowicie o takie mamy jak ja (my?) uwielbiające fotografować codzienne chwile swojej rodziny, utrwalać te wszystkie drobne przebłyski szczęścia i po prostu życia. Dla przyjemności oglądania, dla wzmacniania wspomnień.
Otóż tak się składa, że w tych wszystkich fantastycznych momentach brakuje nas - jesteśmy, tylko po drugiej stronie. Zawsze przeczuwałam, że to ważne żeby dać również siebie uchwycić, choć niejednokrotnie trudne, poczynając od dylematów co do wyglądu poprzez trudności techniczne. Ale warto, również, a może przede wszystkim dla naszych bliskich. W końcu ta codzienność nie jest nam dana na zawsze. I choć to trochę smutne, to właśnie taka tragiczna historia stoi u źródła całej akcji, o czym można sobie poczytać na blogu robiącej niesamowite zdjęcia Ashley Ann. Razem z Ashley rozkręciła wszystko nie mniej niesamowita Emily.

W takim razie moje próby wskoczenia przed obiektyw.
Postanowiłam utrwalić dość intensywne popołudnie, jakie jest moim udziałem w większość czwartków. W ten dzień dowożę Hanię na zajęcia z akrobatyki do Pałacu Młodzieży i sama też się muszę nieźle wtedy nagimnastykować, choć raczej mentalnie.
A więc - najpierw muszę się urwać po angielsku z naszego seminarium zakładowego (najczęściej dość nudnego, tak jak dziś na przykład; konieczność przedwczesnego wyjścia chroni mnie skutecznie przed drzemką). Następnie pędzę po Hanię, pokonuję tę drogę w drugą stronę już z Hanią, znowu wracam po Ludwika (jego przedszkole jest blisko mojej pracy) i z Ludwikiem pędzimy znowu po Hanię. Wszystko w godzinach szczytu.
Dziś był większy luz, bo Hanię odbierał Maciek, a ja mogłam się zrelaksować na zebraniach u Ignacego i Róży. Ale to już inna historia...
Zdjęcia trudno było zrobić - ze względu na pośpiech. Oraz przechodniów, którzy trochę dziwnie patrzyli. Nie umiem się też powstrzymać od uśmiechu. Więc nie jestem z rezultatu zadowolona. A może by tak co tydzień (miesiąc) powtarzać podobną próbę? To jak, przyłączycie się?



Nie mogłam się powstrzymać...


Zajęcia zaczynają się o 16.10 (na zegarze 16.15 - aparat do torby i gazu)

Warszawska ulica, modnie prawda?

10 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że teraz będziesz regularnie pokazywać się na blogu ! Ten model po lewej, na ostatnim zdjęciu - niezły :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, coś mi się zdaje że będziesz pilnować ;-)

      Usuń
  2. Super akcja!!!! Kolejna, która mi się podoba :) I chyba też się nie powstrzymam, chociaż dziecię jakoś zdecydowanie bardziej fotogeniczne ode mnie ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, fajnie że wpadłaś :-) Oczywiście to polega na tym, żeby uświadomić sobie, że w ogóle takie zdjęcia są potrzebne, niekoniecznie trzeba je ogłaszać w całym internecie - chyba, że chcemy też zachęcić i ośmielić inne mamy :-)) Pozdrowienia!

      Usuń
  3. Bardzo fajna inicjatywa! I ciężkie dla mnie wyzwanie... Zawsze ja z palcem na fotograficznym spuście, ale - od czego mam samowyzwalacz? :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, z jakiego fajnego bloga tu wpadłaś, ogromnie mi miło :-) I jakby co to u Ashley są fajne wskazówki jak dostać się na zdjęcie: http://ashleyannphotography.com/blog/2014/03/17/tips-for-getting-in-the-shot-embrace-the-camera/
      pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Pretty momma! Love these! Glad you joined us :)

    OdpowiedzUsuń