czwartek, 27 lutego 2014

Dolina Kościeliska

Dzisiaj przeforsowałam wyprawę, zamiast tylko narty i narty (które też swoją drogą były, ale już po południu). Po długich negocjacjach, które Maciek gotowy był ostatecznie zerwać, umościliśmy się w wozie pod baranicą - ja z dzieciakami, gotowi byliśmy zaakceptować ofertę już po trzech sekundach...



Ruszyliśmy więc szumnie i podziwialiśmy widoki. A było co podziwiać - na początek wielkie wrażenie robiły całe stoki powalonych drzew. Woźnica też jeszcze takiego czegoś nie widział.




Sama dolina przepiękna, i bardzo długa. Dobrze, że pojechaliśmy wozem, bo droga dość błotnista.
Portrety w wozie:



Po kilku kilometrach był postój. Umówiliśmy się z woźnicą za półtorej godziny i Maciek ze starszakami ruszył do Wąwozu Kraków (mam nadzieję, że nie przekręciłam nazwy, bo będę miała reprymendę..!) a ja z Lulkiem miałam sobie spokojnie przejść jeszcze kawałek doliną.
Szybko okazało się, że jednak patyk jest najlepszą zabawką. No i potok. I poruszam się z Lulkiem gdzieś 50 metrów na godzinę. Za to do woli mogłam robić pięknych zdjęć.


Białe kropeczki w tle to prawdziwy śnieg, tym razem!

Ogólnie Ludwik nie chciał, żeby mu przeszkadzać, pouczając mnie "Mamo, ja tu pracuję!" (z naciskiem)



Kiedy już w końcu pokonaliśmy te nasze 50, czy 100 metrów ujrzałam strzałkę skierowaną w górę, z obiecującym podpisem - Jaskinia Mylna "15. Co oznacza 15 minut, jeśli się nie mylę. Mieliśmy jeszcze około pół godziny więc postanowiłam spróbować. Pożałowałam już po paru śliskich metrach w górę, ale ponieważ szlak był jednokierunkowy, więc uznałam, że będzie łatwiej zejść zgodnie ze szlakiem. Zresztą jaskinia jest już pewnie za zakrętem...



Niestety, po pierwszym zakręt był jeszcze jeden, i jeszcze jeden, i jeszcze... Aż w końcu wdrapaliśmy się na mały przesmyk i wtedy Ludwik spytał "- I co teraz, mamo??"...




No cóż, więcej zdjęć z tej przygody nie mam. Ale była niezapomniana. Dość powiedzieć, że do jaskini dotarliśmy. Była długa i bardzo ciemna. I choć Lulek szedł bardzo dzielnie, to jaskinia napawała go panicznym lękiem, był też przekonany, że zbójców tyle co nie widać.
Szlak prowadził właśnie przez tę jaskinię; nie udało mi się go znaleźć, więc i tak wracaliśmy tą samą drogą. Na dole szukali nas już z pewnym niepokojem, bo spóźniliśmy się o pół godziny (czy muszę uściślać, że telefonu oczywiście nie miałam..?), a panowie woźnice robili niby żartobliwe uwagi o wysyłaniu helikoptera... Maćkowi nie przyszło do głowy, że poszliśmy w górę, szczególnie, że nie pozwolił na podobną eskapadę Ignacowi - zgadnijcie, czy był wściekły (tzn. Ignacy, a nie Maciek)..? Chyba trzeba będzie tam wrócić, tylko z latarkami.
Po tym wszystkim co napisałam, specjalne zdjęcie na przebłaganie Babci B. - już po powrocie z doliny, wszyscy żywi i uśmiechnięci, ubłocone nogawki postarałam się trochę ukryć:


A sama się dziś zupełnie schowam...!

10 komentarzy:

  1. Dzięki za Maćka ! A że Ty się schowałaś - nie dziwię się . Bo ja nie pochwalam Twojej wyprawy w góry z małym chłopcem - przy czytaniu włos mi się jeżył...
    Na szczęście opatrzność czuwała - dzięki Ci, Boże ! Proszę, zapamiętaj tę wyprawę i bądź bardziej ostrożna... Przestraszona mama i babcia. Ucałowania !

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahah komenatarz wyżej bezcenny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mój blog jest zupełnie wyjątkowy, na niewielu babcia komentuje :-))
      Tak trzymać! ;-)

      Usuń
  3. Wyczuwam prześmiewczą aluzję... Przecież powinnaś mnie rozumieć, też martwisz się często swoimi dziećmi. Może młodość tak już ma, że czujecie się niezniszczalni - a ja stawiam na ostrożność ( ze względu na wiek i doświadczenie ). Miałam w moim życiu wiele szczęścia, pozostaje wierzyć, że i moim dzieciom i wnukom będzie ono towarzyszyć ! Uściski !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się mówi - szczęścia więcej niż rozumu :-)
      Uściski!

      Usuń
  4. Witam z fotek wywnioskowałam że krokusów jeszcze nie widać myślalam że już zaczynają się wykluwać fotki super i wyprawa tęz pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, krokusów jeszcze nie ma, ale przy potoku wypatrzyłam już kaczeńce. Więc pewnie lada moment... Pozdrowienia!!

      Usuń
  5. Ojoj! Toście zaszaleli!
    Wyobrażam sobie ten niepokój wszystkich Was oczekujących!
    Inna rzecz, że dzieciom zostanie wspomnienie, że Mama jest śmiałą wędrowniczką górską, z fantazją i apetytem na przygodę :)
    Uściski dla wszystkich wspaniałych podróżników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :-) Poszukałam też sobie trochę informacji o jaskini Mylnej, bo mnie bardzo zaciekawiła - okazuje się, że ten szlak, którego nie mogłam znaleźć biegnie przez jaskinię przez... ponad 600 metrów! Oczywiście bez żadnego oświetlenia. W większości na czworaka... Do tego jest kilka odnóg, które łącznie mają długość ponad 1,5 km (jaskinia ma nawet na koncie trupa - księdza, który zmarł po tym jak mu wysiadła latarka w 1945r.). Zdecydowanie jeszcze kiedyś tam wrócimy, tylko dobrze wyposażeni.
      Swoją drogą to ciekawe, że tabliczki informacyjne poza zdawkową uwagą, że droga przez jaskinię jest jednokierunkowa ani nie wspomną JAKA to droga. Pozdrowienia!

      Usuń