czwartek, 12 grudnia 2013

adwent w pełni

Bardzo bym chciała, żeby ten czas płynął spokojnie, w atmosferze cierpliwego oczekiwania wypełnionego ręcznymi pracami, rozmowami, ćwiczeniem kolęd. Tymczasem, jak co roku, dni uciekają nie wiadomo kiedy, a wieczory przesypiają się same. Czas świec i kakao.

W każdym razie pudła adwentowe przyniesione i rozpakowane, w zasadzie nic tu już nie trzeba dodawać, atmosfera jest świąteczna. Cieszy mnie jak wiele tych drobiazgów ma swoją historię i niepowtarzalny czar rękodzieła.
Oczywiście roraty, chociaż raz w tygodniu i w okrojonym składzie - śpioch zostają w domu. We wstawaniu niesłychanie pomaga kalendarz adwentowy, nawet jeśli codziennie rozczarowuje "tylko słodyczami". No cóż, 4 razy 24 to 96...



Dzieci nie mogą doczekać się śniegu, ciągle też są na etapie planowania  listów do Św. Mikołaja.
Na przykład ta urocza dziewczynka zastrzeliła mnie, rozpoczynając rozmowę o liście od... szynki (!) - na zdjęciu uczy się czytać z książki kucharskiej. Pomarzyć zawsze można, he, he..


Tak w ogóle to czas jest idealny na czytanie. Ostatnio zachwyciła mnie książka, którą dzieciaki dostały od cioci Karoli na Mikołajki: "Książę w cukierni" Marka Bieńczyka z niesamowitymi ilustracjami Joanny Concejo (notabene dostała za nie nagrodę IBBY). A jaka forma:


Wracając do kalendarza, to żeby oddać sprawiedliwość, są nie tylko słodycze - również aktywności. Na przykład w ostatnią niedzielę był spacer na Stare Miasto na .. gorącą czekoladę...
Chcieliśmy też obejrzeć iluminacje, jak chyba połowa warszawiaków jak się okazało. Troszkę męczące, w połączeniu z powtarzanym z częstotliwością ok. 2 razy na minutę "-Nie, nie będziemy kupować świetlnych mieczy/ balonów/ świecących piłeczek/ latających śmigiełek/ itp, itd".




Mimo wszystko całkiem miło było dotrzeć do Wedla, szczególnie, że zaczął prószyć wymarzony śnieg.




Byliśmy tu pierwszy raz, i chociaż miejsce ma bardzo przyjemny klimat i jest urocze, to jednak czeka się zdecydowanie zbyt długo na zdecydowanie zbyt małe porcje... Szczególnie jak na czwórkę zmęczonych dzieci.
Ale gdy wracaliśmy było już absolutnie magicznie, wzięliśmy jeszcze Figę na długi spacer po śniegu zamiast wskakiwać do łóżek. I bardzo dobrze, bo na drugi dzień wszystko stopniało. Czekamy dalej!


9 komentarzy:

  1. Widzę, że przygotowania w pełni ! Fajnie będzie wkrótce do Was dołączyć !!! Może już macie świąteczny grafik prac i "imprez", chętnie poczytam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tradycyjnie liczymy na pomoc przy uszkach, i pierogach, i rybie po grecku, itd., itd. :-) A w drugie dzień świąt zrobimy nalot na Gostynin. Też się już nie możemy doczekać :-))

      Usuń
  2. pięknie tu u Was! Iluminacje widziałyśmy wczoraj, było spokojnie i cicho :) Pozdrawiamy grudniowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No tak, w tygodniu byłoby o wiele lepiej - ale - nie byłoby śniegu! Nie to żebym to zaplanowała... ;-)

      Usuń
  3. Myślę, że poradzimy sobie śpiewająco ! No i mamy tylu młodych pomocników :)).

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak ten świeży śnieg wyglądał bajkowo. Nie wiem jak wasz piesek ale nasz uwielbia harce w taką pogodę ;) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz chyba też, póki co to był pierwszy i jedyny śnieg z Figą... Również pozdrawiam!!

      Usuń
  5. Och, bardzo dziękuję...!

    OdpowiedzUsuń