wtorek, 15 października 2013

spokojnie

Ostatnie dni spędzam w cichym, pustym domu, budując z lego. To wszystko dzięki (przez) infekcję Ludwika. Tak sobie myślę, że to niesamowite, już tak dawno żadne z moich dzieci nie chorowało, prawie zapomniałam jak to jest. A jest nawet całkiem fajnie, oczywiście dopóki jest tak bezpiecznie, niezbyt ciężko i niezbyt często. I można się urywać a to na dwie godziny tu lub tam (w szczególności poprowadzić zajęcia na uczelni lub poprzyglądać się jak najmłodsza córka zostaje pasowana na uczennicę), wykorzystując w charakterze niani starsze rodzeństwo.


Starsze rodzeństwo Ludwika, żeby nie było wątpliwości... Mam nadzieję, że nikt nie doniesie na mnie do opieki społecznej.

Róża manifestuje swoją dojrzałość również indywidualnym doborem stroju i dodatków. Zalety posiada licznego rodzeństwa - rodzice nie mają czasu ani ochoty, żeby o takie szczegóły kruszyć kopie.
Pies też musi to przełknąć z godnością. Choć bywa ciężko...


4 komentarze:

  1. Psiur jest super dzielny :))) Do twarzy mu w różu :)))
    Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli Ludwik złapał wirusa :((. Życzę szybkiego pokonania paskudnika ! A Róża idzie pewnie w ślady zwariowanego dziadka Vislawa :).
    Fidze we wszystkim do... pyszczka, hi hi hi !!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały blog i piękne dzieciaki :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń