poniedziałek, 9 września 2013

Dębina



To miejsce wiele dla mnie znaczy. Tutaj spędzałam pierwsze dni mojego życia oraz sporą część każdych jednych wakacji. Staramy się podtrzymywać tę tradycję i chociaż na tydzień przyjechać z dzieciakami w odwiedziny.
Zawsze nachodzi mnie refleksja, jak wiele się zmieniło - nie budzi mnie już kogut, dzieciaki z samego rana nie pędzą do stodoły (tylko przed telewizor, grr..) i babcia Hela nie wita nas szklanką świeżo wydojonego mleka, ale... Dębina ciągle ma coś w sobie i uwielbiamy tu przyjeżdżać.

Na starej gruszy, na której ja w dzieciństwie godzinami czytałam książki moje dzieci potrafią godzinami huśtać się na linie. Trochę im zazdroszczę, wtedy nikt nie wpadł na taki pomysł.




W tym roku udało się nam wyskoczyć tylko na weekend i nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć, ale mam jeszcze trochę z lat ubiegłych... Na przykład ta czarno-biała seria uchwycona moim starym analogowym Nikonem, do której zawsze z przyjemnością wracam:


Z pola cioci Basi i wujka Franka wracamy zawsze sowicie obdarowani. Tak było i w tym roku, a to zdjęcie z ubiegłego:



Ważnym punktem jet też wizyta w autobusie wujka Kazika, jak starcza czasu, to nawet połączona z przejażdżką - wielka frajda!



Najlepsze na świecie kiszone ogórki, których dostajemy zawsze więcej niż pozwalałaby na to przyzwoitość...


Mogłabym tak jeszcze wyliczać i wyliczać (może kiedyś to zrobię), ale najważniejsze to spotkanie i rozmowy z kochanymi ludźmi. Niech żyje Dębina!



2 komentarze:

  1. Piękny i wzruszający komentarz... Dzięki...

    Ale drzewo, na którym bujają się dzieci, to jabłoń. I ja wdrapywałam się na nią i kołysałam się na gałęzi słuchając szumu wiatru w liściach... Tak dawno, i tak daleko...

    Cieszę się, że o nich pamiętasz tak jak oni o Tobie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, grusza rośnie obok... Całusy!

      Usuń