poniedziałek, 1 lipca 2013

pierwszy rok na blogu

Zupełnie się nie spodziewałam, ale tak mnie coś tknęło, sprawdzam i ... rzeczywiście, pierwsze wpisy pojawiły się w tym wirtualnym zakątku równo rok temu.... Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się w ten sposób utrwalać przebłyski naszego rodzinnego życia, postrzegam to jako dużą wartość. Był to jeden z głównych celi tego bloga. Drugi, mianowicie ułatwienie bliższym i dalszym rodzinie i znajomym bycia w kontakcie (szczególnie, że nie jestem zbyt telefonicznym typem) też w pewnej części został osiągnięty, chociaż z drugiej strony, dla tej drugiej części mogą być irytujące moje odpowiedzi w stylu "przecież pisałam o tym na blogu".
Co jednak bardzo mnie zaskoczyło, ucieszyło i jest bardzo miłe, to to, że te drobne wpisy okazały się interesujące dla tak dużej (wręcz porażającej mnie) liczby czytelników, z których wielu pewnie nawet nie znam osobiście. No bo nie sądzę, że te średnio 1500 odsłon miesięcznie czyni moja zdesperowana rodzina, choć kto wie, kto wie... Jestem zaszczycona i serdecznie dziękuję za każdy życzliwy komentarz (innych nie było!), uśmiech i spojrzenie.
A historia jak to historia, zatoczyła koło, i znów mieliśmy zakończenie roku, i znów dzieciaki (połowa) wyjechały na kolonie, i znów mamy lato. Zatem pozostaje tylko udokumentować. Wygląda na to, że teraz łatwiej będzie mi już prowadzić bloga, wystarczy uaktualniać wpisy sprzed roku :-)
Czy zasłużę na dyplom wzorowego blogera??



A więc tradycyjnie, zakończenie roku to dla mnie slalom z przeszkodami - jedno przedszkole, drugie, jedno zakończenie, drugie, a na koniec biegiem do pracy.


Siostra Miriam (od religii) dzień wcześniej zrobiła wszystkim dziewczynkom  piękne fryzury. Utrzymały się tylko u części, oczywiście Róża do tej grupy nie należała...



Na koloniach Proem, na których Ignacy był w zeszłym roku są teraz zarówno Ignacy jak i Róża. Róża miała plan wykreowania swojej osoby jako "córki biznesmena" (skąd to dziecko to ma, no skąd??), chyba jednak go porzuciła...


Z nowości, na koloniach po raz pierwszy oprócz Rózi są osiołki, kucyki itp., czyli tzw. Betlejem (w tle naprawdę lecą kolędy!).



Most nad rzekę niezmiennie piękny:



Ale sama rzeka nas zaskoczyła. Tam gdzie w zeszłym roku była piękna plaża teraz woda sięga co niektórym dużo powyżej kolan. Pływania więc w tym roku nie będzie, trochę szkoda.


Figa była przeszczęśliwa, właściwie powinna była tam zostać (kto teraz będzie wyprowadzał??)
No i te hamaki... W weekend jedziemy odwiedzić naszych kolonistów, potem jeszcze tydzień i wakacje zaczną się nareszcie również i dla mnie. I dla Hani i Lulka.




Serdecznie pozdrawiam!

Iza

6 komentarzy:

  1. Gratulacje z okazji pierwszej rocznicy "Gromatki", pięknych świadectw i już niedługo z okazji 13 rocznicy ślubu państwa Żółtowskich ! Jest co świętować, jest za co dziękować.
    Ja również dziękuję i mam nadzieję na wiele tak wspaniałych jak dotąd reportaży z WASZEGO ŻYCIA !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej!

    gratuluję - fajny blog i fajna "Gromatka". Wyspa czeka na Was - mamy lato :-) Zbieram różne gadżety i mam dwie kolejne "pianki" do pływania w morzu (S + M)
    Brakuje mi autorskich wpisów reszty Gromatki.

    Ściskam i całuję wszystkich

    tatkoVslv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och fajnie, dzięki! Co do autorskich wpisów - ja sama albo robię sobie przerwę w pracy albo siedzę po nocy. Dzieciaki bez nadzoru jednak wolą gry...

      Usuń
  3. Czy to hasło brzmi "Ludzie są jak kwiaty - stworzeni by się rozwijać" ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. A po prawej "witaj wygodo" :-))
      Dzięki za komentarze Mamo, ale czy w sanatorium nie powinnaś odpocząć od internetu ;-) ? Całusy!

      Usuń
  4. Ej, chyba "Witaj przygodo" !

    A do sanatorium wyjeżdżam jutro wieczorem :)).

    OdpowiedzUsuń