piątek, 12 lipca 2013

cmentarzysko w Londynie

To już ostatnia z moich londyńskich impresji. Prawdziwa perełka, przynajmniej jak dla mnie. Zachwycająca tym bardziej, że zupełnie nie zaplanowana, nie znalazłam też wzmianki w żadnym (z dwóch) przewodników, które ze sobą miałam. Stary cmentarz w Hampstead.

Trafiłam na niego częściowo z przypadku, a częściowo z mojej pasji dla takich miejsc - już w podstawówce na drzwiach mojego pokoju zwiesiłam zdjęcie (autorstwa mojego taty, który też chyba lubi takie klimaty, prawda?) jakiegoś krukowatego, martwego, które opatrzyłam gustownym hasłem "memento mori".
Gdzieś to się tam wszystko dziwnie splata, tak czy owak, jednym z moich londyńskich celi było zobaczenie kruka na żywo. Gdy napotkałam informację, że kruki takie żyją w Tower (zgodnie z legendą "dopóki kruki będą w Tower, królestwo nie upadnie" hoduje się je tam w klatkach, oraz podcina skrzydła żeby nie odfrunęły, ale o tym dowiedziałam się już na miejscu) postanowiłam, że muszę to zobaczyć. Dlatego Tower to jedyny zabytek londyński, do którego nabyliśmy bilet wstępu. Wracając do głównego wątku, zamarłam z zachwytu, gdy ledwie po zbliżeniu się do cmentarza ujrzałam kruka, i to w takiej scenerii!
Niestety bliżej się podejść nie dał, ale na pewno nie jest to pospolity gawron (można to poznać przede wszystkim po dziobie - u kruka nie ma nagiej skóry, no i jest cały czarny, co wyklucza kawkę i wronę). Ewentualnie był to czarnowron, również rzadko spotykany, więc jest się z czego cieszyć.

A na cmentarz trafiłam, gdy siedząc kolejną godzinę na konferencji trafiłam na wyjątkowo nudna sesję. Wrzuciłam więc mapę w telefonie, żeby sprawdzić czy gdzieś w pobliżu nie ma jakiegoś miejsca wartego obejrzenia (za godzinę musiałam być z powrotem). Gdy ujrzałam cmentarz w odległości 5 min. spacerem nie wahałam się ani sekundy dłużej. Jednak zupełnie się nie spodziewałam, że będzie on aż tak niesamowity. Wypisz wymaluj, jak z jakiejś angielskiej powieści grozy. A pusto, jakby nie było żywego ducha.



Fascynujące pomniki w ilościach hurtowych, w przepięknym otoczeniu.




Byłam tak zaaferowana robieniem zdjęć, że zapomniałam zupełnie, żeby spróbować poczytać epitafia. Że tak powiem, forma wzięła górę nad treścią. Dopiero wychodząc główną bramą przeczytałam na tablicy informacyjnej wskazówki gdzie można szukać oryginalnych wpisów. Trzeba będzie tam wrócić. Na moich zdjęciach uchwyciła się jedynie przypadkowo taka smutna historia pewnej rodziny (na pierwszym planie):

Nie czytałam też dlatego, że czułam się odrobinę nieswojo, głównie z powodu realnego człowieka, który znienacka gdzieś tak zamajaczył na końcu zarośniętej ścieżki. Szczerze mówić przeszłam do dziarskiego marszu, na ile obcasy pozwalały. Cmentarz jest naprawdę ogromny i naprawdę zarośnięty, a przewalają się nad nim ciężkie, posępne chmury (no dobra, to pewnie nie zawsze).


Kończę piękną perspektywą od strony bramy głównej, którą uciekłam w popłochu na moją konferencję.

2 komentarze:

  1. Piękny i zarazem straszny cmentarz ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykły ! O ileż bardziej naturalny, niż nasze polskie, dokładnie zabetonowane, bez drzew, przygniatające... Ale musisz, Izunia, zwiedzić nasz cmentarz, świnoujski. Dużo drzew, sporo miejsca, gdy odwiedziłam go w czerwcu z Alicją, bardzo mi się spodobał. Mam nadzieję, że zrobisz jakieś zdjęcia w sierpniu i wrzucisz na swojego bloga !

    OdpowiedzUsuń