czwartek, 18 kwietnia 2013

zimowe zdjęcia

W ramach eksperymentów próbuję czasem robić zdjęcia moim starym nikonem z kliszą. Jest to bardzo trudne i wychodzi mi średnio raz na pół roku... Świadomość tego, że ma się tylko 36 klatek powoduje, że fotografowany obiekt jest wybierany bardzo, bardzo świadomie, przy sprzyjających okolicznościach, itp. Co oznacza, że klisza leży w aparacie parę miesięcy czekając na swój moment. Albo na cikawskie łapki, które tak jak tym razem bardzo sprawnie poradziły sobie z wypstrykaniem 2/3 tego co zostało. I to bez żadnych rezultatów, bo ostrość trzeba nastawiać ręcznie. I to jest ta druga trudność.
Ale zdjęcia mają w sobie to coś i myślę, że na Komunię zainwestuję znowu w kliszę.



A to zdjęcie idealnie pasuje do wspomnienia do najdłuższej zimy jaką pamiętam. Tak na wypadek, gdyby ktoś zapomniał.

4 komentarze:

  1. Piękne czarno-białe zdjęcia ... moje ulubione :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też robię zdjęcia starym nikonem. Jakim modelem robisz ?
    Ile kosztuje klisza w Pl i wywołanie bo słyszałam że dość dużo. Tutaj u mnie dwie klisze kosztuję 1,50 euro więc jest nawet dość tanio ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. O, super (witam na moim blogu :-)! Mój aparat nie jest aż tak stary, to po prostu pierwszy który sobie kupiliśmy (przed narodzinami pierworodnego, 11 lat obecnie, jak to zleciało...) - Nikon F50. A zabawa rzeczywiście jest dość droga, wywołanie 40, klisza 35 - będę w tym miesiącu w Londynie, więc faktycznie rozejrzę się również w tym temacie, dzięki!

    OdpowiedzUsuń