piątek, 22 marca 2013

Zimowe zoo

Lubimy odwiedzać zoo zimą - te wszystkie słonie i żyrafy wyglądają dość surrealistycznie na śniegu. Do tego przyjemnie jest się rozgrzać w zamkniętych pawilonach, o wiele bardziej niż w ciepłe dni. Nie wspominając o komforcie zwiedzania, nawet w niedzielę.


W tym roku udało się, dzięki wyjątkowo przedłużającej się zimie (jak dobrze pójdzie, to jeszcze jutro ruszymy na sanki, a już ogłaszałam konie sezonu jakiś miesiąc temu...).
 Chociaż wszystko wskazywało, że się nie uda. Najpierw mieliśmy iść przed obiadem, potem dosłownie w drodze zepsuł się nam samochód, wróciliśmy więc na obiad. Większość była mocno takim obrotem sprawy rozczarowana, więc podjęłam bohaterską decyzję, że wezmę ich do zoo sama (drugi samochód jest 5-osobowy...). Dojeżdżamy na miejsce po 16.00 a tu okazuje się, że kasy właśnie zamknięto, a cały ogród do 17.00. A było już tak blisko. Rzucam więc na szalę cały swój urok samotnej matki wielodzietnej i pan strażnik wspaniałomyślnie nas wpuszcza - bez biletów!
Całą naszą niepełną godzinę spędzamy w małpiarni, w drodze powrotnej jeszcze się udaj pogapić trochę na foki w blasku zachodzącego słońca. Mocny niedosyt. Dlatego nazajutrz wyruszamy już od rana ponownie, i to na tury. Warto było!







Wiosnę widać na razie tylko w domu, ale może to nie szkodzi..?



2 komentarze:

  1. Pamiętam nasze wyjście do ZOO rok temu( czy dwa ?), było super. Szkoda że mamy nie ma na zdjęciach, swoją córeczkę też chcę oglądać... Paaaaa!

    OdpowiedzUsuń