czwartek, 28 marca 2013

Wielkanocne przygotowania

Już bardzo blisko do Świąt. Z każdym dniem przybywa w naszym domu tradycyjnych wielkanocnych detali, w większości własnoręcznie zrobionych - a to w domu, ato w szkole czy przedszkolu. M.in. udało się nam zrobić kartki dla bliskich:



oraz ogromne pisanki, które zdobią (?) wejście do domu.



Sporo ciekawych prac powstało na fantastycznym pikniku wielkanocnym w niedzielę, który odbywa się w szkole montessori, w zasadzie po sąsiedzku.
Pierwszy raz braliśmy udział w zeszłym roku i jest to wydarzenie mocno oczekiwane przez dzieci, przede wszystkim ze względu na tradycyjną polską zabawę 'easter egg hunt'... W tym roku w śniegu nie było łatwo, ale tak na oko, z kilogram jajeczek uzbierali :-)


No ale to na koniec. A poza tym, w telegraficznym skrócie.
Przejażdżki na kucyku, wspinaczka i narty biegowe.

Prawdziwy hit: zwiedzanie wozów - strażackiego, policyjnego i karetki pogotowia.



Zza krat policyjnej furgonetki... Moi chłopcy?!



Wspomniane rękodziało: pisanki, wycinanki, palemki, baranki, i duużo więcej.




Nic dziwnego, że wracaliśmy bardzo zadowoleni, do tego z wypchanymi torbami.


I jeszcze tylko zdjęcia z kurczaczkami, które zawisły na honorowym miejscu w kuchni:


Życzymy wszystkim udanych Świąt!

piątek, 22 marca 2013

Zimowe zoo

Lubimy odwiedzać zoo zimą - te wszystkie słonie i żyrafy wyglądają dość surrealistycznie na śniegu. Do tego przyjemnie jest się rozgrzać w zamkniętych pawilonach, o wiele bardziej niż w ciepłe dni. Nie wspominając o komforcie zwiedzania, nawet w niedzielę.


W tym roku udało się, dzięki wyjątkowo przedłużającej się zimie (jak dobrze pójdzie, to jeszcze jutro ruszymy na sanki, a już ogłaszałam konie sezonu jakiś miesiąc temu...).
 Chociaż wszystko wskazywało, że się nie uda. Najpierw mieliśmy iść przed obiadem, potem dosłownie w drodze zepsuł się nam samochód, wróciliśmy więc na obiad. Większość była mocno takim obrotem sprawy rozczarowana, więc podjęłam bohaterską decyzję, że wezmę ich do zoo sama (drugi samochód jest 5-osobowy...). Dojeżdżamy na miejsce po 16.00 a tu okazuje się, że kasy właśnie zamknięto, a cały ogród do 17.00. A było już tak blisko. Rzucam więc na szalę cały swój urok samotnej matki wielodzietnej i pan strażnik wspaniałomyślnie nas wpuszcza - bez biletów!
Całą naszą niepełną godzinę spędzamy w małpiarni, w drodze powrotnej jeszcze się udaj pogapić trochę na foki w blasku zachodzącego słońca. Mocny niedosyt. Dlatego nazajutrz wyruszamy już od rana ponownie, i to na tury. Warto było!







Wiosnę widać na razie tylko w domu, ale może to nie szkodzi..?



niedziela, 10 marca 2013

Siedem plag egipskich

Nietypowy dla nas ten rok 2013. Nieprzyjemności nietypowe, przyjemności jakoś bardziej... Nawiązując do tytułu mieliśmy tu plagę wszy. Z chłopcami akcja była szybka:



Z dziewczynkami równie skutecznie (miejmy nadzieję!), ale znacznie bardziej pracochłonnie - szczególnie u Róży, która włosy na Komunię zapuszcza już od dobrych paru lat. Plus jest taki, że te nowe (dla mnie) środki na wszy (olej silikonowy) mają całkiem pozytywny wpływ na włosy, są bardzo miękkie i błyszczące, szczególnie w połączeniu z naftą. Nie ma tego złego?

I trochę z innej beczki. Chyba jeszcze nie pokazywałam najnowszego dzieła naszego Dziadka Jurka - nieocenionego stolarza. Właściwie to nie wiem jak to nazwać, u nas chyba nie jest zbyt popularne, za to w takiej Ameryca to chyba w co drugim domu. Mowa o gzymsie (?), który w oryginale nazywa się cornice.
Zamarzyłam o takiej ozdobie okna, bo jest idealna w przypadku alergii na roztocza (przypadek Róży). Drewno, bez żadnych zakamarków.
Trochę się Dziadek zdziwił jak dostał zamówienie, ale jak zwykle zrobił idealnie. To chyba jedyna osoba w rodzinie, która tak chętnie realizuje moje najdziwniejsze pomysły... Bardzo dziękujemy!!!


Dzisiejszy widok z okna. Brrr...