czwartek, 31 stycznia 2013

styczniowy wpis

Uff, muszę ratować honor i chociaż jeden wpis w styczniu zamieścić... No cóż, nie planowałam tej przerwy, okazało się po prostu, że szalka mocno przychyliła się w stronę pracy, czyli tzw. kariery naukowej ;-) Trochę za dużo zarwanych nocy, przypalonych garnków, rozczarowanych dzieci...
Ale teraz już wystarczy, w najbliższym czasie znowu mam zamiar powrócić do bardziej ustabilizowanego trybu (o ile taki w ogóle jest możliwy) i złapać zdrowy balans. Tylko do cotygodniowego blogowania nie wrócę tak zaraz, bo już w niedzielę wyjeżdżamy na narty, do domku bez internetu. Tak, tak, są jeszcze takie miejsca - niedaleko Krynicy. Oczywiście postaram się zdać relację.
I parę styczniowych zdjęć, tak w telegraficznym skrócie. W końcu miałam już nie siedzieć po nocach :-)
Ludwiś doskonali swoje umiejętności budowania z lego (najchętniej w stroju niebieskiego ninja)
Hania straciła swój pierwszy ząb (chlip), było ogólne poruszenie. Witaj znowu Zębowa Wróżko.
Zrobiliśmy znowu w tym roku szopkę (obiecuję więcej na ten temat). Znowu stanęliśmy do konkursu i znowu nie wygraliśmy :-) Za rok chcemy uzupełnić o trzech króli i różne takie...
Pierwsze bale karnawałowe już na nami. Ten uratowała nam sąsiadka -wracam po 19 z pracy a tu Róża zrozpaczona informuje mnie, że jutro bal. Chciała być Egipcjanką a kto by pomyślał, że jest urodzoną cyganką!
Za to już dla Lulka uszyłam ambitnie sama - w jeden wieczór, na mojej nowej maszynie z Rosmana za 60 zł. Coś mi się zdaje, że na siebie zarobi (w kolejce już czeka Hania):-))
Do kompletu brakuje już tylko Ignasia - proszę bardzo:
Na marginesie. Wysłaliśmy Ignacego z Różą do dziadka Jurka. Mam nadzieję, że jakoś to przeżył.... (wielkie podziękowania również dla cioci Dorotki i wujka Grześka!)
I to by było na tyle, do zobaczenia w lutym!