poniedziałek, 17 grudnia 2012

Polarna ekspedycja, czyli 11 urodziny Ignacego

W samym środku świątecznych przygotowań coś z zupełnie innej beczki, czyli urodziny Ignasia. A może nie tak zupełnie innej... W każdym razie okazuje się, że nasz pierworodny synek urodził się prawie dokładnie w rocznicę odkrycia bieguna południowego. Fakt, który ujawnił się nam dopiero w przedzień imprezy, zadziwiające!
Scenariusz właściwie bardzo podobny do pirackich urodzin Róży, tyle że tym razem na poszczególnych stacjach mieliśmy wyścigi psich zaprzęgów, pingwini ślizg (na jabłuszku), wspinaczkę z liną, walkę ze śnieżnym potworem (hit urodzin, ale biedny Maciek nieźle oberwał...) oraz rozpalanie ogniska na biegunie, czyli na szczycie naszej górki (okazuje się przy tym, że zimą nie tak łatwo zapalić nawet świeczkę).










Dla mnie ekspedycja kończy się już u podnóża górki, razem z Eweliną, mamą przyjaciela Ignasia jeszcze z dzieciństwa zabieramy Ludwika i Hanię do domu, gdzie dla dzielnych polarników szykujemy gorące kakao.





A potem już tradycyjnie, gry, tort (lodowy) i wygłupy. Udało się na 102. Wszystkiego najlepszego Ignasiu!



Marchewkowe muffinki z wizerunkami Scotta i Amundsena, na patyczkach grilowane krewetki

3 komentarze:

  1. Widzę, że były to urodziny "tylko dla zuchwałych".
    Babcia też skończyłaby wyprawę u stóp górki...
    Co to się będzie działo na 18-tce ?!
    Tak zahartowani z pewnością świetnie poradzicie sobie ze świąteczną "zadymą" :))

    Do zobaczenia !

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej!
    uściski dla Ignasia. Ja zazwyczaj zapominam nawet o swoich imieninach i urodzinach. Stąd wcześniejszy brak życzeń.

    Jak już córki będą stare i leniwe, to będę miał kolejnych towarzyszy do wypraw.

    pozdrowienia
    dziadek Vslv

    OdpowiedzUsuń
  3. A Ludwiś tak smakowicie się oblizuje,mniam !!!

    OdpowiedzUsuń