poniedziałek, 3 września 2012

Pierwszy dzień

Jest coś optymistycznego w pierwszym dniu szkoły. To nie może się nie udać!
U nas początki przebiegły nad podziw gładko.
W telegraficznym skrócie: Ludwik z zaangażowaniem i dużą chęcią pobiegł do swojego przedszkola. Dziś był dzień zapoznawczy, spędziłam tam z nim 2 godziny, ale! większość czasu przesiedziałam w innym pokoju a Lulek nawet o mnie nie pytał. Jutro zostaje sam. Jestem spokojna, tym bardziej, że jego przedszkole to raptem 5 dzieci, dwie przemiłe panie mnóstwo interesujących zabawek. Kaszka z mleczkiem.

Ignaś i Róża sami wyprawili się na rozpoczęcie roku i jestem pewna, że było to jedno z ich spokojniejszych ważnych wyjść :-) Nie spóźnili się, jeśli wiecie co mam na myśli.
Zresztą nie mogłoby być inaczej, bo w tym roku siłą rzeczy będą musieli wziąć na siebie trochę obowiązków.
To lecę rozwieszać pranie!



Róża nie była w nastroju do pozowania...

A Ignacy nie zdążył się jeszcze przebrać po uroczystości, która rozpoczynała się o 9.30 (zegar w tle wskazuje 13.40, tak mniej więcej)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz