wtorek, 25 września 2012

60 lat! Sto lat!!! I obchody...

Dzisiaj moja Mama obchodzi 60 urodziny. Niestety nie mogę dołączyć się do obchodów osobiście, chciałabym jednak za pośrednictwem tej małej przestrzeni złożyć moje życzenia i uściski.
Mama jest osobą pełną życia, ciekawą życia, kochającą życia. Dała życie paru fajnym osobom ;-)
Do tego chęć nowych wyzwań jakoś nie słabnie u Niej z wiekiem, już na emeryturze podejmowała pracę na Wschodzie i Zachodzie, a ilość pasji, hobby, osiągnięć w gimnastyce (ciągle prowadzi zajęcia) jak i intelektualnych (w scrabble jest już właściwie nie do pokonania...) może zaimponować nawet 20-latkowi.


Kochana Mamo, oby tak dalej!!! Całujemy!!!

Jeszcze parę zdjęć z obchodów, były naprawdę piękne.
Stół był ślicznie nakryty! Ten i fiolet i żółty...
Z córeczkami (czyli moimi siostrzyczkami :-)


Kwiaty od nas dostarczyła poczta kwiatowa, nie przypuszczałam, że tak będą pasować do stroju!
 A w prezencie od wszystkich córek Mama dostała taki oto wspaniały rower!

wtorek, 18 września 2012

Z pracy na rowerze

Powoli stabilizuje się nam rutyna dnia powszedniego, chociaż szczerze mówiąc, to jeszcze daleko do stanu "szwajcarskiego zegarka". Nie żebyśmy go kiedykolwiek osiągnęli.
Powroty mamy już całkiem dopracowane.

 Jakieś 10 minut później jest już tak:
Jeszcze jakieś szybkie zakupy i moje towarzystwo szybko się powiększa (to chyba efekt kuli śnieżnej, tym bardziej, że do domu mam z górki). Hania oczywiście też do przedszkola na rowerze (tylko o wiele bliżej od Lulka), z powrotem najczęściej udaje się mnie namówić na zabranie również Hanusiowej przyjaciółki. A co mi tam!
Zresztą Dominika jest naprawdę uroczą dziewczynką.
Łąka jest w zasadzie tuż przed naszym domem. Hania zawsze błaga, żebyśmy wracali łąką. Właściwie to trudno mieć coś przeciwko.

I tak to mniej więcej sielankowo wygląda. Mam nadzieję, że jesień będzie równie urocza. Aha, w sukience da się jeździć na rowerze, nawet z ramą. I fotelikiem. Czy ktoś jeszcze może wątpić?


Co do poranków to jeszcze ciągle jest trochę nerwowo. Najpierw wyrusza Ignacy, potem Maciek z dziewczynkami (na rowerze), na końcu ja z Lulkiem jedziemy Maćka samochodem, który pod Lulka przedszkolem wymieniam na rower. Dzięki tej kombinacji alpejskiej a) nie muszę jechać pod górkę b) Lulek nie jest narażony na poranne chłody. Dziś zaspał i zostaliśmy z rowerem i wiecie co, nie było tak strasznie...
Nawet uwzględniając ten stosik pudełek, które co dzień dla Lulka napełniam: drugie śniadanie, owoce, zupa i drugie danie. Prawdziwa matka pracująca ze mnie.

wtorek, 11 września 2012

Po remoncie

Po pięciu latach mieszkania w naszym domu, w te wakacje udało się zrealizować remont. To znaczy ja wypoczywałam z dziećmi nad morzem, a Maciek ze swoim nieocenionym Tatą oraz Panem Malarzem wykonali resztę. Umierałam z ciekawości jak to się wszystko udało, tak jak zapewne wielu z Was ;-)
Dziś był idealny dzień na zrobienie zdjęć, bo mieliśmy piękne słońce, oraz była tu dziś Pani Luda :-))

Zacznijmy może od pokoju dziewczynek. Uwielbiam turkusowy kolor ich ścian ("morska bryza" Duluxa), który pięknie komponuje się z różową tapetą Early brd.
                                 



 












Jeszcze widok na całość, łącznie z cudownym łóżkiem, zrobionym w całości przez Tatę Maćka, czyli Drogiego Teścia. Tato pieczołowicie je odczyścił i pokrył super lakierem, który ma zapewnić nieskazitelną biel. Nawet na to nie liczyłam..!



Maciek też ma swój udział - pozawieszał te wszystkie obrazki i półeczki, które czekały cierpliwie te ładnych parę lat...

Z pokoju dziewczynek mamy piękny widok na moje oczko w głowie, czyli salon z tapetą Cole&Son Woods
 Marzyłam o niej od chwili, gdy ją zobaczyłam (to samo zresztą miałam z tapetą w sypialni :-) i jestem zachwycona rezultatem. Myślę, że pięknie się komponuje z pianinem (odrestaurowanym przez Drogiego Teścia!). Tylko kolor ścian nie wyszedł tak szary jak się spodziewałam. Miał to być "Srebrzysty Lód" a jest według mnie jakiś Blady Wrzos. No, ale tragedii nie ma.

Uwielbiam jak ten obraz odbija się w lustrze (reprodukcja dzieła mojej uzdolnionej Siostry).


Z resztek tapety w salonie udało się zrobić obramowanie drzwi łazienki, które wieńczą korytarz.


Swoją drogą, kolor korytarza uważam za najsłabsze ogniwo całego przedsięwzięcia (Lawendowy poranek), ale cóż, podobno fiolety są teraz modne...
Za pozostałymi drzwiami kryją się: sypialnia (prawie nie zmieniona, zamiast Herbacianej Róży jest Róż pustynny, główny punkt to oczywiście tapeta Williama Morrisa, już pięcioletnia)
oraz pokój Ignacego (i Ludwika, który aktualnie rezyduje w sypialni)



To samo rozwiązanie kolorystyczne zastosowaliśmy w kuchni, tzn. ściana w kolorze Suszonej Moreli (siarkowanej :-)
I tu ponownie ukłony dla Drogiego Teścia, który pięknie pomalował nasze meble w kąciku jadalnym. No i Maciek pozawieszał obrazki!


I to by było na tyle. Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 3 września 2012

Lekarze! (poprawka)

Dla wszystkich zainteresowanych, którzy przeoczyliby fakt, że właśnie ruszył serial Lekarze (tak, tak, ten sam, w którym występuje Magdalena Różczka i nasza(!) Róża) dobra wiadomość. A właściwie dwie.
1. Serial jest super (w ciągu ostatnich 10 lat nie obejrzałam więcej niż 2 odcinków z żadnego, więc znam się na rzeczy), taki nowoczesny i wciągający, a od dr Alicji wprost nie można oderwać oczu...
2. Można go obejrzeć online, więcej tu: lekarze.tvn.pl (dla tradycjonalistów TVN, poniedziałki 21.30)
Naprawdę polecam!


Aha, Róża pojawia się po raz pierwszy w 4 odcinku, a gra rolę córki doktora Jivana (tego jogina z brodą).
Uwaga, poprawka (dzięki Gabrysiu!), Różę można wypatrzyć już w 2 (!) odcinku (37 minuta, jakieś 3 sekundy :-). Poza tym śledzimy uważnie odcinek 6 i 13.
Mam pewien niedosyt po tym drugim odcinku, więc jeszcze zdjęcie z nagrań (dziękuję Karola!)


Już się nie mogę doczekać!

Pierwszy dzień

Jest coś optymistycznego w pierwszym dniu szkoły. To nie może się nie udać!
U nas początki przebiegły nad podziw gładko.
W telegraficznym skrócie: Ludwik z zaangażowaniem i dużą chęcią pobiegł do swojego przedszkola. Dziś był dzień zapoznawczy, spędziłam tam z nim 2 godziny, ale! większość czasu przesiedziałam w innym pokoju a Lulek nawet o mnie nie pytał. Jutro zostaje sam. Jestem spokojna, tym bardziej, że jego przedszkole to raptem 5 dzieci, dwie przemiłe panie mnóstwo interesujących zabawek. Kaszka z mleczkiem.

Ignaś i Róża sami wyprawili się na rozpoczęcie roku i jestem pewna, że było to jedno z ich spokojniejszych ważnych wyjść :-) Nie spóźnili się, jeśli wiecie co mam na myśli.
Zresztą nie mogłoby być inaczej, bo w tym roku siłą rzeczy będą musieli wziąć na siebie trochę obowiązków.
To lecę rozwieszać pranie!



Róża nie była w nastroju do pozowania...

A Ignacy nie zdążył się jeszcze przebrać po uroczystości, która rozpoczynała się o 9.30 (zegar w tle wskazuje 13.40, tak mniej więcej)