czwartek, 2 sierpnia 2012

Słowacki Raj, dzień 3 i 6

Nareszcie prawdziwa, porządna wyprawa w góry! Ludwik dość szybko się poddał, Hania jakoś ciągnęła.


Muszę przyznać, że tym razem ja też wypatrywałam przystanków...

Na szczęście zawsze można coś ciekawego wypatrzyć.

Szczyt Klastorisko był finałem tylko dla połowy z nas. Ta druga, silniejsza i wytrwalsza ruszyła po prawdziwe przygody. Dalej zdjęcia (bardzo udane) Maćka.










Na koniec wszyscy razem zjechaliśmy na górskich rowerach, które można było wypożyczyć na szczycie. Niesamowicie! 

Po tej wyprawie wszyscy (no, może poza Maćkiem) czuliśmy, że mamy pełne prawo do odrobiny hedonizmu i na kolejny dzień zaplanowaliśmy wypad do ogromnego aquaparku - Tatralandii, ale o tym w następnym poście.
Słowacki Raj tak bardzo się nam spodobał (no, może głównie Maćkowi), że wróciliśmy tam dzień przed wyjazdem.
Tym razem Hania i Lulek nie dali się namówić nawet na przysłowiowe 5 kroków szlakiem, zostali więc ze mną na łąkach na dole. Trochę mi było szkoda, ale jak tak realnie popatrzę na zdjęcia...













Wrócili po prawie 4 godzinach, akurat gdy Hania przewoziła się na koniku. Rózia oczywiście nie mogła być gorsza.

Zresztą, my na dole też nie próżnowaliśmy i odkryliśmy fantastyczny zajazd Rancho, z pysznym jedzeniem i fantastycznym zapleczem dla dzieci (gratis!). Między innymi, trampolina,
karuzela,

zjazd na linie,
dziki (nr 1 Ludwika, od tej pory nawet psy próbuje karmić trawą),

huśtawki,
strumyk i wiele innych.

Wracaliśmy tuż przed zachodem słońca, udało mi się ubłagać rodzinną fotkę. A mogła być idealna, Haniu..! Przynajmniej wszyscy patrzą w obiektyw. Maciek, uśmiech!

I to już koniec długiego dnia (i posta)!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz