piątek, 31 sierpnia 2012

koniec wakacji



Jakoś tak niepostrzeżenie, chociaż oczekiwanie skończyły się wakacje. Cudownie długie, w pełni wykorzystane. Jeszcze długo będę wspominać, myślę, że również i tutaj.
Teraz jednak pełna mobilizacja przed tym co ma nadejść. Oraz próbując odzyskać naszą świeżo wyremontowaną przestrzeń, do stanu względnego uporządkowania (mojego ulubionego).
Spróbuję pisać, jednak w cieniu Bardzo Ważnego Terminu (koniec września).
Pozdrawiam powakacyjnie!



niedziela, 26 sierpnia 2012

12

Dwanaście lat temu poślubiłam świetnego chłopaka.


Dużo się przez ten czas zmieniło...


Ale ciągle uważam się za szczęściarę.
Nawet jeśli czasem mam ochotę mego ukochanego stuknąć mocno w głowę.

Ale powróćmy do obchodów. To zadziwiające, ale każdą rocznicę póki co udaje nam się świętować w tym samym kościele, w którym złożyliśmy naszą przysięgę. W życzliwym, kibicującym nam gronie.



Dostajemy nawet prezenty!



Przejazd dorożką przywołał wiele wspomnień, z każdym rokiem jest jednak coraz weselej.




I komplet świętujących z nami gości. Szkoda, że nie wszyscy świadkowie tego pamiętnego dnia mogli być z nami, może na piętnastą rocznicę?





czwartek, 16 sierpnia 2012

Zamek spiski

Dzisiejszy post kończy relacje z naszej tygodniowej wyprawy, która zakończyła się miesiąc temu.
Przez ten miesiąc wydarzyło się i ciągle się duuużo wydarza, dlatego nie będę się już ściśle trzymać chronologii, tylko wrócę do chwili obecnej, w spokojniejszych okresach wracając do co ciekawszych wspomnień.

Wypatrzony w drodze do zamku


A teraz zamek spiski. Odwiedziliśmy go w ostatnim dniu, w drodze do Dębiny. Zrobił na nas ogromne wrażenie, w końcu to jeden z największych europejskich zamków (obszarowo).



W środku gąszcz labiryntów i całkiem dobrze zachowane mury.







Zwiedzanie zamku spiskiego z dziećmi to strzał w dziesiątkę, byłam zaskoczona, że pomyślano również o takich małych turystach (to już drugi raz, po placu zabaw na Łomnicy). U nas się to jakby rzadziej zdarza...

Korony pomagają zdobić bardzo miłe studentki

Plus - własnoręcznie zrobiona korona skutecznie zaspokaja potrzebę pamiątek!


Wielkim hitem były też wypożyczane przewodniki. Dziewczynki z pasją słuchały spiskich legend o miłości, szaleństwie, śmierci i innych tego typu ulubionych przez dzieci tematach.

Duże wrażenie zrobiła też na nas sala tortur.

Na koniec strzał z historycznego pistoletu i zdjęcie w zbroi (1 euro i 0.5 euro).



Idealnie!

sobota, 11 sierpnia 2012

Łomnica, dzień 5 na Słowacji

Muszę trochę nadrobić wpisy, bo wygląda na to, że do Bożego Narodzenia nie skończę opisywać wakacyjnych wrażeń. Z drugiej strony, już niedługo nadejdą zapewne długie dni, podobne do siebie, więc tak jak jest może być jak najdłużej.

Dzisiaj cofnę się do najbardziej dramatycznego dnia naszej wyprawy, w którym celem był łomnicki szczyt (widoczny w tle).


Mówiąc dokładniej, to zejście ze szczytu, na który dostaliśmy się bardzo wygodnie kolejką. Mały sukces - wszyscy zmieściliśmy się w 4 osobowym wagoniku!



Na górze obowiązkowe zdjęcie rodzinne i niespodzianka, fantastyczny plac zabaw.


Ściśle rzecz biorąc, na samą górę wjeżdża się z miejsca w którym byliśmy takim pojedynczym czerwonym wagonikiem, ale raz, że bardzo drogo, a dwa i tak nie było już biletów...

Zresztą, droga którą mieliśmy schodzić wyglądała na wystarczające wyzwanie (to ta kamienista ścieżka)...


Dzieciaki (starsze) marzyły o takich prawdziwych górach, tzn. żeby koniecznie szło się po kamieniach, ale po jakiejś godzinie mieliśmy już ich dosyć (tzn. kamieni).


W chwilę później Ludwik już spał...


Kolejny przystanek, mniej więcej w połowie trasy wypadał w bardzo uroczym zdjęciu, gdzie zaaranżowałam szybką sesję.







Warto zwrócić uwagę, że Ignacy jest jedyną osobą w kurtce przeciwdeszczowej.
I podczas gdy ja podziwiałam widoki, Maciek już przeczuwał, że coś się kroi.

To było moje ostatnie zdjęcie z tej wycieczki. W chwilę potem mieliśmy prawdziwą ulewę, grad i pioruny.
Było dużo łez, chlupoczące buty, mokre ubrania. Po burzy jednak znowu wyszło słońce (jak zwykle!), a nawet tęcza, równie nadzwyczajna jak nasze uśmiechy jeszcze tego samego dnia. Ale nie miałam już odwagi wyciągać aparatu, żeby nie spłoszyć szczęścia.