wtorek, 31 lipca 2012

W domu, na chwilę

W takich nastrojach wyruszaliśmy.
Te dwa tygodnie były bardzo intensywne, wypełnione przygodami, wrażeniami, rozmowami. Teraz trochę tęsknimy, trochę wyczekujemy już kolejnych podróży i to też jest dobry czas.

Pierwszy tydzień spędziliśmy na Słowacji. Bazę wypadową mieliśmy w małym miasteczku Stara Leśna, w ciekawym starym domu o þółmetrowych murach.

Chcieliśmy pokazać dzieciom góry a sobie przypomnieć, jak fajnie jest tak powędrować. Wyruszyliśmy już pierwszego dnia, za cel obraliśmy jaskinię Belianską - niesamowicie długa, przechodzi się ją w dość raźnym tempie 70 minut (dla Lulka i Hani spore wyzwanie, szczególnie, że trzeba jeszcze słuchać przewodniczki). Niestety nie mam zdjęć w środku, gdyż trzeba by zakupić pozwolenie za drakońsko wysoką sumę w kwocie 10 euro, za to skusiliśmy się na zdjęcia z sową po pół euro.
To w drodze do jaskini, która zamiast standardowych 40 minut zajęła nam jakoś dwa razy tyle, głównie ze względu na wyjątkowo częste jak nasze z Maćkiem przyzwyczajenia przystanki.
W każdym razie wyprawa przebiegła planowo, uznaliśmy więc, że chrzest bojowy dzieciaki przeszły, w szczególności pewien mały turysta.

Starsi nawet odczuwali pewien niedosyt, więc na dole ruszyliśmy jeszcze do parku linowego. Super emocje, nawet deszcz nas nie zniechęcił!

Spróbuję w kolejnych postach w tym tygodniu opisać resztę, a w Świnoujściu będę chyba jednak musiała utrzymywać bieżącą dyscyplinę. Trochę mnie tych ponad 1000 zdjęć przytłacza (zwłaszcza gdy jest jeszcze wesoła 4 dzieci do wykarmienia i zaopiekowania oraz ambitne plany remontowe - wybrać kolory!!!), ale z drugiej strony dobrze było tak sobie 2 tygodnie odpocząć od komputera...

piątek, 13 lipca 2012

czwartek, 12 lipca 2012

Przyhołubić aparat czyli embrace the camera

Tłumaczenie bardzo luźne, ale tak mi się jakoś nasunęło. Chodzi o akcję "Embrace the camera" zapoczątkowaną na jednym z moich ulubionych blogów. Zawsze miałam ochotę się w to pobawić, również po to założyłam bloga!




A więc chodzi o to, aby umieścić na zdjęciu również siebie, zamiast tylko stać po drugiej stronie. Co czwartek pozwolić upamiętnić siebie. Ponoć dzieci kiedyś nam za to podziękują, o!

Chciałabym też zapamiętać nasz balkon, ostatnio jest to jedno z ulubionych miejsc w domu. Ignacy nawet raz tu zasnął, strasząc nas śmiertelnie, gdy zaczął po północy walić w zamknięte drzwi...

środa, 11 lipca 2012

Kino, pizza, ogólnie relaks

Z moją czwórką? Wolne żarty. Wybraliśmy się wakacyjnie na Epokę Lodowcową 4 (do zapamiętania - nie chodzić na filmy z numerem 4 i niekoniecznie myślę tu o Ludwiku). W kinie trochę wiało nudą, tradycyjnie odpowiedni poziom przeżyć zapewniła mi moja prywatna ekipa od zabawiania (przed i po seansie, specjaliści!).
W skrócie - Hania zatrzasnęła się na dobre 10 minut w toalecie. Lulek urządził indywidualny pokaz dramy, taki porządny, z rzucaniem się na ziemię oraz wszystkich w zasięgu ręki. Ignacy (tak, Ignacy...) zmoczył się od stóp do głów w fontannie.
To z tych najbardziej spektakularnych, niestety nie mam epickich zdolności.
Niestety nie mam też zdjęć - tego jednego już się nauczyłam, aby na takie wyprawy nie zabierać aparatu. Jednak trochę by przeszkadzał.
Uff, za to dla równowagi zamieszczam wyjątkowo urocze zdjęcie Lulka w jego aktualnie ulubionej koszulce (zaraza po "Jestem rekinem"), podwędzonej Hani.

Czyż to nie aniołek? Czasem czuję się jak postać na jego koszulce (również tej z rekinem)...

wtorek, 10 lipca 2012

Róża wraca

Przyjechała, długo wyczekiwana. Spełniły się moje najgorsze obawy: zbyt mocno opalona, rozczochrana, z zaawansowanym atopowym zapaleniem skóry...

Ale: szczęśliwa, dumna, pełna wrażeń, nowych przyjaźni i przygód. Dała sobie radę!


Zaskoczyło mnie, jak bardzo Hania za nią tęskniła. Ostatnio ciągle się dopytywała, kiedy Róża wraca. Dzisiaj słyszałam jak tłumaczyła przyjaciółce "-Potem się bardzo tęskni za siostrą" (gdy dowiedziała się, że jej siostra dziś wyjechała na obóz). I co więcej, po powrocie Rózia była tylko dla niej - bawiły się, potem Rózia czytała Hani jej aktualnie ulubioną książkę o Śnieżce. Zasnęły razem przytulone.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Kolonie Proem

Ignaś jest już z nami z powrotem.

Spędziliśmy wspaniały weekend, odbierając go z kolonii. Bardzo upalny weekend, w piątek marzyłam tylko o tym żeby się wyrwać wreszcie z Warszawy, ostatnia w tym semestrze podróż rowerem była męcząca jak nigdy. Ale tu już czekała rzeka, cudownie było się w niej położyć i obserwować dzieci.







Same kolonie oceniam bardzo pozytywnie (Ignacy też!). Sportowy charakter, dużo fajnych aktywności (wspinaczka, zjazdy na linie)



gry zespołowe i konkurencje indywidualne (Ignaś zajął II miejsce w "bottle bowling", cokolwiek to jest, ogólnie chyba z połowa dzieci mogła się pochwalić jakimś dyplomem, czy medalem). Do tego troska o rozwój duchowy, bo kolonie organizuje chrześcijańska fundacja. Na ścianach w świetlicy wiszą wersety z Biblii o tematyce sportowej (tak!), a jedną z konkurencji była "walka na cytaty", czyli kto więcej.

Malownicza strefa leżakowa, amerykańscy wolontariusze, naprawdę nie widzę minusów (nawet cena!).


My mieszkaliśmy po drugiej stronie rzeki, na terenie obozu harcerskiego. Hania w pełni wykorzystała możliwość wchodzenia (i wychodzenia) oknem oraz jedzenia jagód prosto z krzaczka.


A jutro wieczorem wraca Rózia. Nareszcie, wszyscy już bardzo za nią tęsknimy....

piątek, 6 lipca 2012

This moment

Piątkowy rytuał, zainicjowany przez moją ulubioną SouleMamę. Jedno zdjęcie, bez słów.

Nad Wisłą


Z tym miejscem, całkiem blisko od domu, wiążemy sporo planów, marzeń, pomysłów. Domek na drzewie, huśtawka na linie, ognisko, pikniki. Co roku obiecujemy sobie, że to już na pewno w te wakacje. Tym czasem wycięli nam drzewa i nawet nie zdążyliśmy zrobić zdjęć, jak tu było fajnie i cieniście.
Coś tam się jednak ostało i mam nadzieję, że trochę planów urealnimy.


Przynajmniej piknik się udał. Wciśnięty między zakupy a imprezę urodzinową, zachodzący na porę spania, ale warty wysiłku.


A jutro znów jedziemy nad Pilicę, po Ignasia. Zostaniemy do niedzieli. Życzymy miłego weekendu!

środa, 4 lipca 2012

Wyjechali na wakacje

Co prawda nie wszyscy podopieczni, ale połowa. To też coś.
Pierwsza, w sobotni poranek wyruszyła Róża. Pełna animuszu i gotowa na przygody.


Ignacego dowieźliśmy na miejsce w niedzielę. Miejsce przeurocze, nad Pilicą 100 km od Warszawy.
Spędziliśmy tam cały dzień, Ignacy był oszołomiony rzeką.




Hania i Ludwik nie dawali odciągnąć się od wody, wytrwale ćwicząc skoki.








W tym miejscu Pilica jest naprawdę fantastyczna, dość szeroka, bezpiecznie płytka i przyjemnie ciepła. Co chwila mijały nas kajaki, marzymy aby też kiedyś popłynąć.
Mnie też rzeka zauroczyła.

wtorek, 3 lipca 2012

zakończenie roku

Na koniec aktualizacji czerwcowych jeszcze parę słów o zakończeniu roku.

Ignacy zaczynał o 9.00, wpadliśmy dosłownie na ostatnią chwilę, ale uroczystość też zaczęła się z poślizgiem.


 Udało się wzorowo!





A za osiągnięcia w konkursach dostał nagrodę. Szkoła ma fajną tradycję, że przyznaje uczniowi kwotę a rodzice sami dostarczają wymarzone dobro. Tym razem była to torba/ chlebak na wakacyjne wojaże, która zapewne nie raz jeszcze pojawi się na zdjęciach.

Po krótkich pożegnaniach w klasie Ignacego płynnie przeszłam na zakończenie roku do Róży (za 2 lata to dopiero będzie wyzwanie, gdy dołączy do nich Hania!).



Nie mogłam nie pękać z dumy - też wzorowa!


 Jakoś tacy duzi wydają mi się na tych zdjęciach...

I na koniec jeszcze parę słów o Ludwisiu. Dla niego też to jest w pewnym sensie zakończenie roku, bo po wakacjach idzie do przedszkola! Tylko jeszcze nie wiem do którego... Żegnaj Asiu!